Histeria grypowa na calego. Chyba przestane ogladac wiadomosci i czytac prase. Jedno i drugie medium (przynajmniej tu na Wyspach) wieszczy co najmniej rychly Armageddon. A to tylko grypa przeciez.
Fakt, grypa co roku zabija kilka setek tysiecy ludzi na calym swiecie. A to z powodu powiklan, a to z powodu niedoskonalosci sluzby zdrowia w krajach rozwijajacych sie. Czy na codzien boimy sie grypy? Nie. A przeciez zdajemy sobie sprawe, ze moga pojawic sie powiklania, ktore moga doprowadzic do smierci. Swinska grypa tak bardzo od innych gryp sie nie rozni i jest uleczalna. Tak, tak. I zabezpieczyc sie przed nia tez mozna probowac, a sposoby sa niewyszukane: czeste mycie rak, unikanie kontaktu z zarazonymi. Smieszy mnie to troche. Na codzien tez myje rece i raczej nie zblizam sie do ludzi, ktorzy mogliby na mnie, z przeproszeniem, nakichac.
W Internecie panika. Ze ludziom z podejrzeniem swinskiej grypy zamiast brac ich do szpitala, kaza siedziec w domu. Wczoraj pojawila sie informacja, ze jakas para w Edynburgu jest badana pod katem obecnosci wirusa swinskiej grypy. Od razu zaroilo sie od osob, ktore wczoraj byly na spacerze w okolicach Gorgie (gdzie rzeczona para mieszka) i juz maja wszystkie objawy grypy (ktorej okres wylegania to jakies 5 dni). Widzialam juz nawet ludzi w maseczkach! Chyba pozostalosc po SARSie (osoba w masce wygladala na pochodzaca z Azji).
Media dezinformuja. Tabloidy na pierwszej stronie wolami krzycza: 5 ofiar grypy na Wyspach, a w srodku, ze pierwsi, u ktorych stwierdzono juz zdrowieja (wyjasniam: na Wyspach stwierdzono 5 przypadkow zachowrowan, wszystkich poddano leczeniu, pierwsi dzisiaj wrocili do domu). Ze iles tam badanych wcale nie bylo zakazonych. Ile osob zajrzalo do srodka gazety, a ile spanikowalo przeczytawszy sam tytul?
A panika w niczym nie pomaga.
Nawet nazwa jest dyskutowana. Swinska sie zle kojarzy Arabom i Zydom, a Komisja Europejska obawia sie, ze nazwa wplynie na spadek sprzedazy wieprzowiny. Meksykanka napietnowuje mieszkancow Meksyku. Kazdy moze wiec sobie wymyslic swoja nazwe dla wirusa.
A ja mam nadzieje, ze chorobsko mnie nie dopadnie i bede mogla spokojnie poleciec do Polski w przyszlym tygodniu (jak to mam w planach) i na lotnisku w Krakowie nie poddadza mnie kwarantannie. Czego i wam zycze.
Salon Piszących w Szkocji
czwartek, 30 kwietnia 2009
wtorek, 28 kwietnia 2009
W poszukiwaniu kwietnia
Nie wiem, jak to sie stalo, ale ktos mi ukradl kwiecien. Ani sie obejrzalam, a tu juz prawie maj, zaraz jade do Polski na tydzien, a jak wroce to i maj bedzie za pasem.
Przez chwile myslalam, ze nic sie takiego w kwietniu nie wydarzylo, zeby warto bylo o tym pisac, ale to nieprawda. Swieta byly. Przed Swietami byla w pracy impreza, ktora niemal sama zorganizowalam i bardzom z siebie dumna. W Swieta bylo dobre jedzenie: zurek, pasztet, pieczen oraz babka piaskowa cytrynowa (pyszna). Niemal udalo nam sie poswiecic pokarmy, ale jako ze sie spoznilismy, to juz nam sie nie chcialo czekac na druga ture i zamiast tego pojechalismy z pasztetem i nieswieconka do znajomych. Byl w Edynburgu festiwal polskiej kultury, na ktory sie nieco zalapalismy juz to wymykajac sie chylkiem z wernisazu, juz to podskakujac na folkowo-jazzowo-regge'owym koncercie, juz to intoksykujac sie z artystami, ktorzy sie na festiwalu wystawiali. Skoczylismy tez na turniej rycerski i minelismy sie (niestety) z moimi znajomymi z pracy.
W kwietniu mialam miesiac dobroci i przez czysty przypadek zajelam sie doradzaniem ludnosci. Ludnosci polskiej na terenie Szkocji. Doradzaniem jak napisac CV, list motywacyjny i znalezc prace. Nic nie gwarantuje, ale chyba dzieki temu, ze sama znalazlam nowa, fajna i lepiej platna, to pomyslalam, ze sie swoim doswiadczeniem moge podzielic, a co. To sie dziele i jakos tak mi milo, jak dostaje maile potem, ze dziekuje i w ogole. Hm. A drzewiej tak nie bywalo.
A skoro o pracy, to wlasnie przed chwila zadzwonila do mnie moja byla szefowa i doprawdy, jaka to ulga, ze juz nie jest moja szefowa. Nawet na lunch sie umowilysmy! Z tej ulgi. Nie, dlatego, ze teraz to juz moge z czystym sumieniem z nia poplotkowac. W obecnej pracy nie jestem juz sama, bo asystentka, ktora dziele z wlasnym szefem i trzema tuzinami innych ludzi zaczela prace wczoraj. Na razie sie nudzi, ale wspanialomyslnie pozwolilam jej przebablowac pierwsze kilka dni. Uczy sie, czyta, pyta, probuje. Od jutra powoli zaczynam dorzucac jej obowiazkow.
W wolnych chwilach w kwietniu ogladalam West Wing (doczlapalam juz do serii 6) oraz gralam w fanowski dodatek do Heroesow. A takze chodzilam z Buhajem na spacery, jak byla ladna pogoda. Bo byla, ale juz nie ma.
A w sobote ide do fryzjera i powaznie sie rozwazam calosciowy make-over.
Przez chwile myslalam, ze nic sie takiego w kwietniu nie wydarzylo, zeby warto bylo o tym pisac, ale to nieprawda. Swieta byly. Przed Swietami byla w pracy impreza, ktora niemal sama zorganizowalam i bardzom z siebie dumna. W Swieta bylo dobre jedzenie: zurek, pasztet, pieczen oraz babka piaskowa cytrynowa (pyszna). Niemal udalo nam sie poswiecic pokarmy, ale jako ze sie spoznilismy, to juz nam sie nie chcialo czekac na druga ture i zamiast tego pojechalismy z pasztetem i nieswieconka do znajomych. Byl w Edynburgu festiwal polskiej kultury, na ktory sie nieco zalapalismy juz to wymykajac sie chylkiem z wernisazu, juz to podskakujac na folkowo-jazzowo-regge'owym koncercie, juz to intoksykujac sie z artystami, ktorzy sie na festiwalu wystawiali. Skoczylismy tez na turniej rycerski i minelismy sie (niestety) z moimi znajomymi z pracy.
W kwietniu mialam miesiac dobroci i przez czysty przypadek zajelam sie doradzaniem ludnosci. Ludnosci polskiej na terenie Szkocji. Doradzaniem jak napisac CV, list motywacyjny i znalezc prace. Nic nie gwarantuje, ale chyba dzieki temu, ze sama znalazlam nowa, fajna i lepiej platna, to pomyslalam, ze sie swoim doswiadczeniem moge podzielic, a co. To sie dziele i jakos tak mi milo, jak dostaje maile potem, ze dziekuje i w ogole. Hm. A drzewiej tak nie bywalo.
A skoro o pracy, to wlasnie przed chwila zadzwonila do mnie moja byla szefowa i doprawdy, jaka to ulga, ze juz nie jest moja szefowa. Nawet na lunch sie umowilysmy! Z tej ulgi. Nie, dlatego, ze teraz to juz moge z czystym sumieniem z nia poplotkowac. W obecnej pracy nie jestem juz sama, bo asystentka, ktora dziele z wlasnym szefem i trzema tuzinami innych ludzi zaczela prace wczoraj. Na razie sie nudzi, ale wspanialomyslnie pozwolilam jej przebablowac pierwsze kilka dni. Uczy sie, czyta, pyta, probuje. Od jutra powoli zaczynam dorzucac jej obowiazkow.
W wolnych chwilach w kwietniu ogladalam West Wing (doczlapalam juz do serii 6) oraz gralam w fanowski dodatek do Heroesow. A takze chodzilam z Buhajem na spacery, jak byla ladna pogoda. Bo byla, ale juz nie ma.
A w sobote ide do fryzjera i powaznie sie rozwazam calosciowy make-over.
środa, 8 kwietnia 2009
The Haar
Szkoci mawiaja, ze jak ci sie nie podoba pogoda w Szkocji, to zaczekaj 20 minut. Na pewno sie zmieni. Czasem meczy mnie ta pogodowa hustawka, ale czasem jest milo, jak zapowiada sie fatalny dzien, a potem ni stad ni zowad sie przeciera i wychodzi slonce. Pogoda w Szkocji (szczegolnie na wybrzezu Morza Polnocnego) jest nieprzewidywalna i jesli kiedykolwiek wybierzecie sie tutaj miedzy kwietniem a wrzesniem, nie zdziwcie sie, jesli w prognozie bedzie cieplo i slonecznie, a za oknem gest, niskowiszaca mgla.
Czyli haar.
Haar to mgła, która nadpływa nad wschodnie wybrzeża Szkocji znad Morza Północnego. Formuje sie nad morzem i przygania ja wiatr. Edynburg leży nad ujściem rzeki Forth i haar nawiedza go dość często. Wystarczy jednak przejechać parę mil w stronę Falkirk i już jest po haarze.
Kiedy haar wisi nad miastem, widoczność jest fatalna. Arthur’s Seat tonie we mgle, podobnie budynki oddalone o więcej niż 20 metrów. Czasem mam wrażenie, że gdy mgła spowije miasto, to jakoś ciszej się robi na ulicach, ale może po prostu mniej samochodów wyjeżdża wtedy z garaży. Zimą i jesienią haar równa się przenikliwe zimno. Latem powoduje, że oddycha się nieco ciężej (wilgotność powietrza może wtedy wynosić nawet - nie żartuję - 99%!), ale jest ciepło, a czasem nawet słońce usiłuje się przebić przez mgłę. Ogólnie jednak haar przynosi atmosferę żywcem wyjętą z horroru, szczególnie wieczorem. Człowiek mimochodem się zastanawia, co też się z tej mgły wyłoni.
Lubie haar. Kiedy haar wisi nad miastem, robi sie spokojnie, tak jakby mgla miasto chronila. Jest troche bajkowo. Byc moze mowilabym inaczej, gdybym miala samochod... Ale zobaczcie sami:





Czyli haar.
Haar to mgła, która nadpływa nad wschodnie wybrzeża Szkocji znad Morza Północnego. Formuje sie nad morzem i przygania ja wiatr. Edynburg leży nad ujściem rzeki Forth i haar nawiedza go dość często. Wystarczy jednak przejechać parę mil w stronę Falkirk i już jest po haarze.
Kiedy haar wisi nad miastem, widoczność jest fatalna. Arthur’s Seat tonie we mgle, podobnie budynki oddalone o więcej niż 20 metrów. Czasem mam wrażenie, że gdy mgła spowije miasto, to jakoś ciszej się robi na ulicach, ale może po prostu mniej samochodów wyjeżdża wtedy z garaży. Zimą i jesienią haar równa się przenikliwe zimno. Latem powoduje, że oddycha się nieco ciężej (wilgotność powietrza może wtedy wynosić nawet - nie żartuję - 99%!), ale jest ciepło, a czasem nawet słońce usiłuje się przebić przez mgłę. Ogólnie jednak haar przynosi atmosferę żywcem wyjętą z horroru, szczególnie wieczorem. Człowiek mimochodem się zastanawia, co też się z tej mgły wyłoni.
Lubie haar. Kiedy haar wisi nad miastem, robi sie spokojnie, tak jakby mgla miasto chronila. Jest troche bajkowo. Byc moze mowilabym inaczej, gdybym miala samochod... Ale zobaczcie sami:
Wersje bez mgly:
czwartek, 2 kwietnia 2009
Zapomniane piosenki
Lat temu naście słuchałam muzyki dużo i często. To znaczy znacznie częściej niż obecnie. Obecnie słucham radian rano (jak nie zapomnę, czasem w pracy (ostatnio nie, bo nie mam głośników) oraz iPoda w drodze do pracy. Nascie late temu słuchałam radia rano i popołudniu, walkmana i magnetofonu przez resztę dnia... Przede wszystkim jednak słuchałam radia w piątki wieczorem i namiętnie nagrywałam ulubione piosenki. Ostatnio dzięki pewnemu wątkowi na pewnym forum przypomniałam sobie (o, dziwo zapomniane) kawałki, które tłukłam na okrągło, a które wówczas były na liście Trójki.
O, na przykład ten (O, Baby, nie Stargazer)
Albo ta:
I jeszcze ta:
Kristin Hersh - "Your Ghost" (featuring Michael Stipe)
Na koniec:
Tak mi się przypomniało...
O, na przykład ten (O, Baby, nie Stargazer)
Albo ta:
I jeszcze ta:
Kristin Hersh - "Your Ghost" (featuring Michael Stipe)
Na koniec:
Tak mi się przypomniało...
Subskrybuj:
Posty (Atom)