Salon Piszących w Szkocji

sobota, 27 czerwca 2009

Mikroblog

Wszystko przez Michaela Jacksona... Pewnie slyszeliscie, jak to kilka chwil po tym, jak media podaly informacje o jego smierci, zawiesily sie Google i Twitter? No to mi sie przypomnialo, ze ja przeciez tez mam konto na Twitterze, prawie nieuzywane.

Jakies dwa tygodnie temu czytalam fajny artykul o mikroblogach, w ktorym autor zastanawial sie nad sensem informowania sledzacych mikrobloga o tym, ze wlasnie sie wstalo, zrobilo siku i umylo zeby. Ja tez sie zastanawialam i dlatego moje konto na Twitterze pozostawalo uspione - budzilo sie tylko, jak ktos usilowal mnie sledzic.

No, ale pomyslalam sobie, ze w zasadzie to sie niczym nie rozni od ustawiania opisu na GG, czy na Facebooku - na Naszej Klasie tego nie robie, bo tam nie spedzam tak duzo czasu (czytaj: tam sie nie da grac w Mafia Wars i Mahjongga). A czasem bywa, ze napisanie sensownego/glebokiego/prawdziwie oddajacego nastroj opisu to sztuka. Podobnie na Twitterze - napisanie "posta", ktory ma tylko 140 znakow to sztuka. Nawet o obiedzie.

Jak tak sobie to przemyslalam, to doszlam do wniosku, ze w to wchodze. Pomikrobloguje sobie dla rozrusznia jezyka. A zeby utrudnic sobie sprawe, to pomikrobloguje w jezyku obcym. Kto ciekaw, to sobie moze czytac w panelu po prawej, a kto chce mnie sledzic na Twitterze, niech sobie kliknie. Nie obiecuje glebokich spostrzezen. No w kazdym razie nie od razu. Ale obiecuje, ze sie bede starac.

piątek, 26 czerwca 2009

*


Mialam juz wybrana kolejna szalona piosenke na dzis, ale po przeczytaniu rano wiadomosci wybralam wam co innego. Piosenka jest swietna i ma wiele mowiace slowa, a teledysk jest jednym z bardziej odjechanych teledyskow sposrod wszystkich fascynujacych teledyskow Michaela Jacksona



Zegnaj, Michael!


czwartek, 25 czerwca 2009

Krotko i na temat

W zeszlym tygodniu na stadionie Murrayfield w Edynburgu zagrali Oasis. Nie jestem ich fanka, z prostego powodu: jestem fanka zespolu, ktory jest lepszy niz Oasis.

A bylo to tak:
W 1996 roku Michael Hutchence z zespolu INXS wreczal Oasis nagrode BRIT dla najlepszego zespolu. Liam Gallegher, z wlasciwym sobie urokiem, odebral nagrode mowiac: byli nie powinni wreczac nagrod przyszlym (has-beens shouldn't be presenting awards to gonna-bes).
Gdyby Michael Hutchence byl trzecim bratem Gallagher, to zapewne rozkwasilby Liamowi nos. Ale zamiast tego Michael udal sie do studia, w ktorym INXS akurat nagrywali swoja 10. studyjna plyte i dogral dodatkowa linijke w chorkach tytulowej piosenki z tegoz albumu: "Elegantly wasted".
Pozostali czlonkowie zespolu nie mieli o tym bladego pojecia, az do momentu, kiedy plyta zostala wydana, a na konferencji prasowej jakis dziennikarz zapytal: A dlaczego jedna linijka chorkow brzmi: "Jestem lepszy niz Oasis"?

Posluchajcie sami. W refrenie jeden z glosow w chorkach wyraznie spiewa: "I'm better than Oasis":


A skoro mowimy o tym, jak powiedziec cos krotko i na temat w przemysle muzycznym, to przypomina mi sie jeszcze jedna historia. Kiedy Pet Shop Boys nagrali cover piosenki U2 "Where the streets have no name", zmiksowany z piosenka Frankiego Valli "Can't take my eyes off of you", U2 wydali jednozdaniowy komunikat prasowy "What have we done to deserve this"' (Czym sobie na to zasluzylismy)? (ktory jest parafraza tytulu piosenki Pet Shop Boys: "What have I done to deserve this", zaspiewanej w duecie z Dusty Springfield).

A swoja droga, ulice nie maja nazw (w wiekszosci) w Japonii.

piątek, 19 czerwca 2009

Jedna biala golabka

Witajcie w ten niezdecydowany piatek! Najpierw bylo slonce, ale teraz ten szalony wiatr przywial chmurzyska. No to zeby Wam nie bylo smutno (tym, u ktorych tez slonca nie ma), przeboj z dziecinstwa. No, przynajmniej mojego. To znaczy prawde mowiac, ta piosenka jest starsza ode mnie, ale z braku laku ciagnela sie w radiu jak bylam mocno nieletnia.

Jest to kawalek, ktorym predzej czy pozniej katujemy znajomych na imprezach u nas w domu. I koniecznie z teledyskiem, gdyz uwazamy, ze George Baker i jego Selection wygladaja rownie smiesznie jak Jozin z Bazin. A moze nawet smieszniej.

wtorek, 16 czerwca 2009

Uzaleznienia

Z takim tytulem posta, to dopiero mi tu beda smieszni wchodzic. Do tej pory najczesciej poszukiwanymi slowami kluczowymi byly Szkocja i haggis. A teraz, kto wie..

A tymczasem chcialam tylko napisac o swoich obecnych nalogach. Niektore, jak mniemam, sa tymczasowe. Z niektorych usiluje sie wyleczyc od lat i mi sie to nie udaje.

Najswiezszym nalogiem jest gra w Mafia Wars na Facebooku. Znajomi zaczeli grac i mnie wciagneli i mysle, ze zaczyna byc niedobrze, skoro wysylam smsy, zeby dostac wiecej punktow od Ojca Chrzestnego... Ale jesli ktos z Was przypadkiem ma konto na Facebooku i gra w Mafia Wars, to pliz, pliz, czy moge dolaczyc do Waszej mafii? Bardzo pieknie prosze?

Amazon i eBay. I czasem tez Merlin. Od Amazona jestem uzalezniona do tego stopnia, ze mam caly koszyk rzeczy do kupienia na pozniej (nie jestem uzalezniona az tak, zeby zbankrutowac kupujac wszystko, co chce! ale mam odlozone na pozniej wszystkie serie Ally McBeal i Przystanku Alaska). Z eBayem bylo tak, ze konto zalozylam ze trzy lata temu i nie uzywalam. A jak zaczelam uzywac i zobaczylam, co tam mozna ustrzelic i za ile, to... co tu duzo gadac, nawet markowe cienie do powiek sobie zaczelam kupowac. Naprawde markowe. Diora na przyklad. Za 4 funty.

Star Trek. Uzaleznienie na maxa. Chociaz nie wiem, jak to bedzie, jak obejrze absolutnie wszystko. Jeszcze mi troche oryginalnej serii zostalo. Wczoraj skonczylam ogladac Enterprise i nie wiem, jak tworcy mogli usmiercic Tripa. No nie wiem. Date tez zabili. Serca nie maja. Spocka prawie chcieli ukatrupic. Nie widzialam nowego filmu, ale zobacze. Wkrotce.

Heroes of Might and Magic V. To jest takie czasowe uzaleznienie, potrafie grac dniami i nocami przez tygodnie, a potem miesiacami nie. Teraz nie gram, ale mysle, ze zaczne jesienia znow, jak sie zrobi zimno i paskudnie i nie bedzie mnie ciagnelo na spacer. Lub kiedy wyjdzie nastepna czesc fanowskiej nakladki. Kusilo mnie, zeby zaczac grac w Neverwinter Nights, ale boje sie, ze wciagne sie w cos nastepnego i nie bede sie mogla odkleic od kompa.

Czekolada. No, nie ma przepros, to sie absolutnie nie daje wyleczyc. Jak mi sie chce czekolady, to w deszcz rzesisty pojde do sklepiku na kampusie, zeby sobie cos kupic. Wygnam Buhaja w najsrozszy mroz do Kashiego, zeby mi cos przyniosl. Eee...

Gwoli wyjasnienia: to zle sa nawyki, te powyzsze. Bo mam tez inne, na przyklad jestem uzalezniona od jedzenia owocow i zawsze musze miec w pracy wiecej niz jeden. Ostatnio sie nauczylam jesc melony i kupuje 2 za 3 funty w Sainsburym. Jestem tez uzalezniona od picia wody w pracy i jedynym minusem (choc reasumujac - niekoniecznie) jest fakt, ze po wode musze schodzic pietro nizej. Jestem uzalezniona od jedzenia domowych obiadow i gotuje prawie codziennie. Gotowe rzeczy jem niezwykle rzadko.

Jestem uzalezniona od plyt Fleetwood Mac z lat '70, ksiazek Terry'ego Prachetta, Jeffreya Archera i paru innych. Oraz od sprawdzania rzeczy w Wikipedii (i wylapywania bledow). Od czytania rano wiadomosci na gazecie.pl i BBC. Oraz od przewracania jaska na zimna strone.

A Wy od czego jestescie uzaleznieni?

piątek, 12 czerwca 2009

Freaky Friday Song

Jak nie zapomne, to odtad co tydzien bedzie post w nowej kategorii: Freaky Friday Song. Czyli cos niepowaznego/zenujacego na poczatek dobrego weekendu. Zal, jak to mowia teraz, taki zal, ze az boki zrywac. I taki, co potem za czlowiekiem chodzi, chociaz to absolutna zenua.

Ponizsza piosenka przypomniala mi sie dzisiaj podczas mycia zebow i dlugo sobie nie moglam przypomniec, jaki tytul i kto spiewa, acz pamietalam, ze byl to przeboj z poludniowoamerkanskiego serialu Zbuntowany Aniol (zwanego tez Zmutowanym Aniolem), ktory puszczalo sie na przyklad na zgonowym etapie imprezy wakacyjnej.

No to prosze bardzo:



Link, na wszelki wypadek, gdyby YouTube wywalil video.

środa, 10 czerwca 2009

Me mateys

Moja paczka z poprzedniej pracy ma na mnie zly wplyw. Zawsze, jak wyjde z nimi na drinka, to wypije o jednego za duzo. I jeszcze wyciagna ze mnie przerozne rzeczy, ktorych nie chce im powiedziec, jak na przyklad o tym, co mi sie niedawno snilo. Ze szczegolami. Jesli wypaplaja to komus dalej, to im pourywam glowy.

Tak jakos fajnie sie zlozylo, ze w poprzedniej pracy poznalam naprawde nieprzecietnych ludzi, a wszystkich nas laczyla szczera niechec do naszej szefowej. A poniewaz czesto tworzylismy (sila rzeczy) zwarty front przeciwko niej, to jakos tak wyszlo, ze sie na tym froncie ze soba zaprzyjaznilismy. Wczoraj poszlam na drinka z dwojka informatykow, z ktorymi niegdys pracowalam najblizej i przez te dwa i pol roku wspolnych projektow, czesto z napietymi deadline'ami, nauczylismy sie rozumiec sie bez slow i tak nam zostalo.
Dawno sie tak nie ubawilam, jak wczoraj. Ale ten ostatni gin z tonikiem moglam sobie darowac. O ile mnie pamiec nie myli, osoba odpowiedzialna za namowienie mnie na tego ostatniego drinka, to ta sama osoba, ktora kupila wszystkim szampana na mojej pozegnalnej imprezie. I nie musze chyba dodawac, ze ten szampan to byl straszny blad.

W obecnej pracy tez jest kilka fajnych osob, ale:
a) z nikim oprocz mojej asystentki nie pracuje tak blisko nad wspolnymi projektami
b) nie ma wroga publicznego numer 1, ktoremu wspolnie trzeba by stawiac czola
c) sporo ludzi pracuje tu juz od wiekow i ma swoje wlasne grupy znajomych, do ktorych nie zawsze udaje sie wcisnac (co zauwazyla moja asystentka)
d) poniekad wiazace sie z c - jestem tu poki co zbyt krotko, zeby sobie jakas grupe utworzyc, albo do jakiejs dolaczyc. Ale z ksiegowa sie na przyklad zdazylam zaprzyjaznic, bo fajna dziewczyna jest. I zbiera zyrafy.

Na szczescie brygada ze starej pracy jest rzut beretem, w innej czesci kampusu, wiec nie dosc, ze na siebie wpadamy, to czasem chodzimy razem na lunch, albo na drinka.

I na koniec, jesli ktos z Was ma konto na Facebooku, to niech sobie zmieni jezyk na English Pirate. Zmienilam sobie i kwicze ze smiechu, bo zamiast my friends mam me mateys. Naleze do floty University of Edinburgh Deckhands oraz University of Warsaw Crew o'2002. A moja skrzynka odbiorcza nazywa sie Bottle O'Messages.
Jesli ktos z was chce mi zostawic komentarz, to prosze wrzucic butelke ponizej.

piątek, 5 czerwca 2009

Jezyki niemowione

Dzisiaj rano Buhaj wlaczyl jakis program w telewizji, ktory byl w calosci w jezyku migowym, a zeby nie dyskryminowac widzow slyszacych [sic!] lektor czytal, co uczestnicy programu migali. Byl to jakis talk show - czy tez raczej sign show - a widownia zamiast klaskac, podnosila rece do gory. Aplauz byl podlozony z tasmy, co wygladalo smiesznie, bo slychac bylo oklaski, a nikt nie klaskal, tylko wszyscy machali rekami.

Wiecie, ze gluchoniemi na calym swiecie sa w stanie sie dogadac w jezyku migowym, nawet jesli pochodza z roznych krajow? Jezyki migowe roznia sie miedzy soba, ale nie tak znow bardzo.

Od jezyka migowego gladko przeszlismy do Braille'a. Kiedy mieszkalam w Warszawie, to w windzie mialam numery pieter cyframi i Braillem. Zawsze usilowalam zamknac oczy i wyczuc kropeczki palcem, ale nigdy nie udalo mi sie wyczuc poprawnie. Moze do tego trzeba jednak wprawy i praktyki. Na Wyspach spotykam Braille'a na kazdym kroku, chocby wlasnie w lazience przyuwazylam, ze na koszu jest wykropkowane Braillem co mozna do niego wrzucac. Wszystkie oficjalne dokumenty drukuje sie tez w wersji Braille'owej, choc zawsze ogarnia mnie pusty smiech, jak na dole listu z banku mi pisza: jesli chcesz otrzymac ten list Braillem, zadzwon pod numer. No tak, najpierw musialabym jednak zobaczyc ten numer, zeby pod niego zadzwonic.

I tak sobie dzis rano wykoncypowalam, ze zamiast sie zapisywac na francuski od wrzesnia, moze bym sie nauczyla migac i czytac Braillem? Alternatywnie.