Na wspomnianym pare notek nizej wieczorze panienskim bawilysmy sie w klubie grajacym muzyke z lat '80. I tak sie potem w pracy zastanawialysmy, co takiego jest w muzyce z lat '80, prostej, latwej, przyjemnej i mega kiczowatej, ze wiekszosc ludzi (nawet tych, ktorzy na codzien sluchaja zupelnie innej muzy) tak sie swietnie przy niej bawi?
No bo generalnie sie nie da usiedziec, jak ktos "zapusci" przeboj chocby w stylu ponizszego. Szczegolnie, jak sie przyjrzymy ludziom, w kiczowatych i przezabawnych ciuchach z lat '80 (buty Falco), ktorzy swietnie sie bawia w teledysku.
PS: Moze przemianuje FFS na Kacik Piosenki z Krajow Nieanglojezycznych...
Salon Piszących w Szkocji
piątek, 31 lipca 2009
wtorek, 28 lipca 2009
Taka karma
Dzis warcze i marudze. Taka karma.
W drodze do pracy w szybie pewnego hotelu zauwazylam, ze mozna juz rezerwowac sale na imprezy bozonarodzeniowe. I tak sobie tylko kryzysowo pomyslalam, ze czlowiek moze zarezerwowac, a potem nie pojsc, bo go do tego czasu zwolnia. Taka karma.
W pracy okazalo sie, ze dokumenty, ktore wyslalam poczta wewnetrzna tydzien temu zaginely po drodze. Na kampusie, miedzy budynkami oddalonymi o jakies 500 metrow. Jakbym wiedziala, to bym je osobiscie w zebach zaniosla.
Nagrode dla najglupszego programu w TV niniejszym przyznaje programowi Four Weddings. To jest niby taki konkurs. Biora udzial cztery panny. Zapraszaja sie wzajemnie na swoje wesela i oceniaja: sukienke, lokal, jedzenie i ogolne wrazenie. Ta, ktora dostanie najwiecej punktow wygrywa podroz poslubna. Jest to program, w ktorym uczestniczki opanowaly (a czasem nie) trudna sztuke dosrywania, ale tak, zeby nie urazic w tym pieknym dniu. Zenada absolutna. Na koniec te, ktore przegraly niezmiennie mowia: niewazne, ze innym sie nie podobalo, to byl najwazniejszy dzien w moim zyciu i byl dokladnie taki, jak chcialam. No, brawo. Raczej nie bede ogladac, acz byc moze wlacze w przyszlym tygodniu, zeby zobaczyc te laske, ktora pojechala do slubu kareta Kopciuszka. Taka w ksztalcie dyni. Czujecie?
Sie czlowiekowi odechciewa.
Taka karma.
W drodze do pracy w szybie pewnego hotelu zauwazylam, ze mozna juz rezerwowac sale na imprezy bozonarodzeniowe. I tak sobie tylko kryzysowo pomyslalam, ze czlowiek moze zarezerwowac, a potem nie pojsc, bo go do tego czasu zwolnia. Taka karma.
W pracy okazalo sie, ze dokumenty, ktore wyslalam poczta wewnetrzna tydzien temu zaginely po drodze. Na kampusie, miedzy budynkami oddalonymi o jakies 500 metrow. Jakbym wiedziala, to bym je osobiscie w zebach zaniosla.
Nagrode dla najglupszego programu w TV niniejszym przyznaje programowi Four Weddings. To jest niby taki konkurs. Biora udzial cztery panny. Zapraszaja sie wzajemnie na swoje wesela i oceniaja: sukienke, lokal, jedzenie i ogolne wrazenie. Ta, ktora dostanie najwiecej punktow wygrywa podroz poslubna. Jest to program, w ktorym uczestniczki opanowaly (a czasem nie) trudna sztuke dosrywania, ale tak, zeby nie urazic w tym pieknym dniu. Zenada absolutna. Na koniec te, ktore przegraly niezmiennie mowia: niewazne, ze innym sie nie podobalo, to byl najwazniejszy dzien w moim zyciu i byl dokladnie taki, jak chcialam. No, brawo. Raczej nie bede ogladac, acz byc moze wlacze w przyszlym tygodniu, zeby zobaczyc te laske, ktora pojechala do slubu kareta Kopciuszka. Taka w ksztalcie dyni. Czujecie?
Sie czlowiekowi odechciewa.
Taka karma.
poniedziałek, 27 lipca 2009
Hen night
Nigdy nie bylam specjalna fanka wieczorow panienskich. Ot, kolejna okazja, zeby w siebie wlac promile. W Polsce specjalnie nie uczeszczalam, a te kilka, na ktorych bylam mialy wiecej ze spontonu czy zwyklej posiadowy przy kanapkach i zubrowce, niz z prawdziwej fety.
Na Wyspach wieczor panienski to jednak zupelnie inna para kaloszy. I kiedy uslyszalam z miesiac temu, ze sie takowy szykuje i ze bedzie wyspiarski, to mi troche skora scierpla. Oczami wyobrazni zobaczylam zaproszone panie odziane w aureolki i skrzydelka, tudziez rozowe peruki, z balonikami w ksztalcie penisow w dloniach rozbijajace sie po miescie wozem strazackim...
No, OK, jestem szalona, ale nie az tak.
Na szczescie woz strazacki zostal nam oszczedzony, a jedynym przebraniem byly eleganckie maseczki: biala dla przyszlej panny mlodej, dla pozostalych uczestniczek hulanek czarne. Niektore twierdza, ze maseczki bardzo sie przydaly w momencie, kiedy promile wziely gore, bo nie bylo wiadomo, kto sie kryje pod maska. Towarzystwo przednie, wiec i zabawa takowa. W niedziele obudzilam sie zdechla, ale bez wielkiego kaca, za to z bolacym kolanem. Tak, tak. Starosc nie radosc, a po promilach placza sie nogi. Na dodatek jeszcze dzis mam zakwasy po tym, jak raczym klusem przespacerowalam sie z St Andrews Square do Tollcrossu na obcasach - Google mowi, ze to 1,5 mili.
Buhaj mowi, ze mnie wiecej nie pusci na hulanki z babami, bo wracam z podwyzszonym poziomem testosteronu i sie awanturuje. Ze co? Ze nie poszlam od razu grzecznie spac? Niemozliwe.
Na Wyspach wieczor panienski to jednak zupelnie inna para kaloszy. I kiedy uslyszalam z miesiac temu, ze sie takowy szykuje i ze bedzie wyspiarski, to mi troche skora scierpla. Oczami wyobrazni zobaczylam zaproszone panie odziane w aureolki i skrzydelka, tudziez rozowe peruki, z balonikami w ksztalcie penisow w dloniach rozbijajace sie po miescie wozem strazackim...
No, OK, jestem szalona, ale nie az tak.
Na szczescie woz strazacki zostal nam oszczedzony, a jedynym przebraniem byly eleganckie maseczki: biala dla przyszlej panny mlodej, dla pozostalych uczestniczek hulanek czarne. Niektore twierdza, ze maseczki bardzo sie przydaly w momencie, kiedy promile wziely gore, bo nie bylo wiadomo, kto sie kryje pod maska. Towarzystwo przednie, wiec i zabawa takowa. W niedziele obudzilam sie zdechla, ale bez wielkiego kaca, za to z bolacym kolanem. Tak, tak. Starosc nie radosc, a po promilach placza sie nogi. Na dodatek jeszcze dzis mam zakwasy po tym, jak raczym klusem przespacerowalam sie z St Andrews Square do Tollcrossu na obcasach - Google mowi, ze to 1,5 mili.
Buhaj mowi, ze mnie wiecej nie pusci na hulanki z babami, bo wracam z podwyzszonym poziomem testosteronu i sie awanturuje. Ze co? Ze nie poszlam od razu grzecznie spac? Niemozliwe.
piątek, 24 lipca 2009
Teutoni o metalowych sercach
Wczoraj wieczorem obejrzelismy film Zapasnik z Mickeym Rourke (ktory swoja droga wart jest obejrzenia) i zainspirowani sciezka dzwiekowa zrobilismy sobie metalowy koncert zyczen. Gralismy sobie glownie piosenki niemieckich zespolow metalowych z przelomu lat siedemdziesiatych i osiemdziesiatych.
Powiedzcie sami - czy to nie jest totalny odjazd?
PS: It is 1999, spiewa na poczatku wokalista zespolu, Udo Dirkschneider. 10 lat pozniej sie czlowiek zastanawia, co tez mial na mysli: pluskwe milenijna?
Powiedzcie sami - czy to nie jest totalny odjazd?
PS: It is 1999, spiewa na poczatku wokalista zespolu, Udo Dirkschneider. 10 lat pozniej sie czlowiek zastanawia, co tez mial na mysli: pluskwe milenijna?
sobota, 18 lipca 2009
Tydzien w liczbach
2 kieliszki wina wypilam z dziewczynami z pracy w srode. Taka alkoholowa dieta.
Jedyne 16 funtow i bede miec nowy kwietnik w domu. Buhaj nie pozwolil mi postawic kaktusow w sypialni - ponoc wedlug Feng Shui nie mozna.
19 odcinkow Fringe mam do obejrzenia na kompie oraz 2 serie Alias (w Polsce znanego lepiej jako Agentka o Stu Twarzach). Yuppi!
30 lat skonczyl w zeszla sobote Koallsky. Zawiezlismy sie az do Glasgow, zeby uczcic i niezle sie ubawilismy.
40 minut na spotkaniu komitetu zarzadzajacego budynku poswiecono dyskusji o wysokosci podwieszanych sufitow. A mowilam, ze naleze do komitetu?
50 funtow kosztuje wymiana polskiego prawa jazdy na brytyjskie. Wymieniam tylko dlatego, ze mam stare, bez gwiazdek i w 100% po polsku.
60 minut spoznilam sie do pracy w srode - teoretycznie, bo mam nienormowany czas pracy, umownie jednak powinnam byc miedzy 9 a 9.30.
Ponad 300 stron ksiazki Decipher zostalo mi do przeczytania. Mecze, mecze i nie moge zmeczyc. Niby wciaga, popularnonaukowa i thriller i zagadki, ale chyba dla mnie troche za duzo dwa grzybki w barszcz: bo i Atlantyda i teoria strun i fizyka slonca. I wszystko po angielsku (tak naprawde tylko slownictwo z fizyki rozumiem bez problemu, ale nie fizyke, jesli to ma sens). Czytam, na zmiane kartkujac szosta czesc Harry'ego Pottera - dla przypomnienia przed pojsciem do kina (moze jutro).
Jedyne 16 funtow i bede miec nowy kwietnik w domu. Buhaj nie pozwolil mi postawic kaktusow w sypialni - ponoc wedlug Feng Shui nie mozna.
19 odcinkow Fringe mam do obejrzenia na kompie oraz 2 serie Alias (w Polsce znanego lepiej jako Agentka o Stu Twarzach). Yuppi!
30 lat skonczyl w zeszla sobote Koallsky. Zawiezlismy sie az do Glasgow, zeby uczcic i niezle sie ubawilismy.
40 minut na spotkaniu komitetu zarzadzajacego budynku poswiecono dyskusji o wysokosci podwieszanych sufitow. A mowilam, ze naleze do komitetu?
50 funtow kosztuje wymiana polskiego prawa jazdy na brytyjskie. Wymieniam tylko dlatego, ze mam stare, bez gwiazdek i w 100% po polsku.
60 minut spoznilam sie do pracy w srode - teoretycznie, bo mam nienormowany czas pracy, umownie jednak powinnam byc miedzy 9 a 9.30.
Ponad 300 stron ksiazki Decipher zostalo mi do przeczytania. Mecze, mecze i nie moge zmeczyc. Niby wciaga, popularnonaukowa i thriller i zagadki, ale chyba dla mnie troche za duzo dwa grzybki w barszcz: bo i Atlantyda i teoria strun i fizyka slonca. I wszystko po angielsku (tak naprawde tylko slownictwo z fizyki rozumiem bez problemu, ale nie fizyke, jesli to ma sens). Czytam, na zmiane kartkujac szosta czesc Harry'ego Pottera - dla przypomnienia przed pojsciem do kina (moze jutro).
piątek, 17 lipca 2009
Baggy trousers, dirty shirt, pulling hair and eating dirt
W kaciku szalonych piosenek mamy dzisiaj jeden z najbardziej szalonych zespolow swiata (jak sama nazwa wskazuje).
To bylo niemal 30 lat temu. A workowate spodnie teraz w modzie...
To bylo niemal 30 lat temu. A workowate spodnie teraz w modzie...
czwartek, 16 lipca 2009
Night out
Na Wyspach nauczylam sie chadzac na drinka po pracy. Nie jakos wyjatkowo czesto. Raz na miesiac - latem moze troche czesciej.
Nie to, ze w Polsce nie chodziam wcale - ale raczej nie zaraz po pracy, ani nie z towarzystwem z pracy, bo jakos pracowalam w miejscach, gdzie towarzystwo nie bylo chetne.
Oczywiscie clue wychodzenia na drinki, to wcale nie drinkowanie (czasem wcale nie idziemy sie napic, tylko cos zjesc). Najwazniejsze w night out jest spotkanie, odprezenie sie i posuwanie pierdol.
A zeby z powodzeniem sie odprezyc, i bez przeszkod posuwac pierdoly to trzeba przede wszystkim isc w miejsce, ktore spelnia pewne, podstawowe warunki.
Po pierwsze: zeby nie bylo za drogo. Osobiscie na przyklad zwykle chodze na drinka w tym samym gronie i nie wszystkie z nas stac na drogie lokale.
Po drugie: musza serwowac jedzenie. Bo zawsze ktos jest glodny. Nie kazdy idzie w przerwie obiadowej na lunch.
Po trzecie: nie moze byc za glosno. No bo w koncu idziemy pogadac, wiec musimy sie nawzajem slyszec.
Wczoraj poszlam z dziewczynami na drinka i przekonalam sie, ze rownie wazne sa:
a) wysokosc siedzen - wczoraj jedne byly za wysokie, a inne za niskie. W efekcie wszystkie siedzialysmy pozwijane w paragrafy i bylo nam niewygodnie.
b) odleglosc siedzen od stolika - wczoraj siedzenia byly tak zaaranzowane, ze do stolika bylo bardzo daleko. Sieganie po szklanke w tej sytuacji jest uciazliwe, a co dopiero jedzenie, jak ktos sobie zamowil frytki z cukini, na przyklad.
c) ogolna aranzacja siedzen i stolika - wczoraj byly tak idiotycznie ustawione, ze zeby porozmawiac z kims obok trzeba bylo sie do niego odwrocic, w zwiazku z czym osoba siedzaca z drugiej strony zostawala automatycznie wykluczona z konwersacji.
d) kolory i wzorki - wczoraj lokal byl w kropki i w paski i w zygzaki. Na trzezwo te wzorki byly maksymalnie irytujace. Po kieliszku wina powodowaly zawroty glowy. Dobrze, ze nie zostalysmy zbyt dlugo.
I zeby nie bylo, ze Lakoma taka wymagajaca jest: w ogole bym sie nad tym nie zastanawiala, gdyby nie to, ze od jakiegos momentu wszystkie zaczelysmy narzekac: a to, ze siedzenie niewygodne, a to, ze do stolika za daleko, a to, ze wzorki glupie. A potem Alana dostala miniaturowego paczka i to juz przelalo czare goryczy.
Jesli ktos z was bedzie kiedys w Edynburgu, to polecam nastepujace lokale, ktore maja siedzenia w sam raz, przystepne ceny, zjadliwe jedzenie (nie w ilosciach sladowych) i ogolnie klimat (a nawet rozne klimaty):
Amicus Apple, Frederick Street - ostatnio moj ulubiony
Bierex, Grange Road - typowy nietypowy pub
Centraal, West Nicholson Street - choc dawno tam nie bylysmy i mam nadzieje, ze nic sie nie zmienilo
The Advocate, Hunter Square - znow pub, ale przyzwoity
Nie to, ze w Polsce nie chodziam wcale - ale raczej nie zaraz po pracy, ani nie z towarzystwem z pracy, bo jakos pracowalam w miejscach, gdzie towarzystwo nie bylo chetne.
Oczywiscie clue wychodzenia na drinki, to wcale nie drinkowanie (czasem wcale nie idziemy sie napic, tylko cos zjesc). Najwazniejsze w night out jest spotkanie, odprezenie sie i posuwanie pierdol.
A zeby z powodzeniem sie odprezyc, i bez przeszkod posuwac pierdoly to trzeba przede wszystkim isc w miejsce, ktore spelnia pewne, podstawowe warunki.
Po pierwsze: zeby nie bylo za drogo. Osobiscie na przyklad zwykle chodze na drinka w tym samym gronie i nie wszystkie z nas stac na drogie lokale.
Po drugie: musza serwowac jedzenie. Bo zawsze ktos jest glodny. Nie kazdy idzie w przerwie obiadowej na lunch.
Po trzecie: nie moze byc za glosno. No bo w koncu idziemy pogadac, wiec musimy sie nawzajem slyszec.
Wczoraj poszlam z dziewczynami na drinka i przekonalam sie, ze rownie wazne sa:
a) wysokosc siedzen - wczoraj jedne byly za wysokie, a inne za niskie. W efekcie wszystkie siedzialysmy pozwijane w paragrafy i bylo nam niewygodnie.
b) odleglosc siedzen od stolika - wczoraj siedzenia byly tak zaaranzowane, ze do stolika bylo bardzo daleko. Sieganie po szklanke w tej sytuacji jest uciazliwe, a co dopiero jedzenie, jak ktos sobie zamowil frytki z cukini, na przyklad.
c) ogolna aranzacja siedzen i stolika - wczoraj byly tak idiotycznie ustawione, ze zeby porozmawiac z kims obok trzeba bylo sie do niego odwrocic, w zwiazku z czym osoba siedzaca z drugiej strony zostawala automatycznie wykluczona z konwersacji.
d) kolory i wzorki - wczoraj lokal byl w kropki i w paski i w zygzaki. Na trzezwo te wzorki byly maksymalnie irytujace. Po kieliszku wina powodowaly zawroty glowy. Dobrze, ze nie zostalysmy zbyt dlugo.
I zeby nie bylo, ze Lakoma taka wymagajaca jest: w ogole bym sie nad tym nie zastanawiala, gdyby nie to, ze od jakiegos momentu wszystkie zaczelysmy narzekac: a to, ze siedzenie niewygodne, a to, ze do stolika za daleko, a to, ze wzorki glupie. A potem Alana dostala miniaturowego paczka i to juz przelalo czare goryczy.
Jesli ktos z was bedzie kiedys w Edynburgu, to polecam nastepujace lokale, ktore maja siedzenia w sam raz, przystepne ceny, zjadliwe jedzenie (nie w ilosciach sladowych) i ogolnie klimat (a nawet rozne klimaty):
Amicus Apple, Frederick Street - ostatnio moj ulubiony
Bierex, Grange Road - typowy nietypowy pub
Centraal, West Nicholson Street - choc dawno tam nie bylysmy i mam nadzieje, ze nic sie nie zmienilo
The Advocate, Hunter Square - znow pub, ale przyzwoity
wtorek, 14 lipca 2009
Trzydziestki
Normalnie az mi sie wczoraj niedobrze zrobilo, jak po raz kolejny niechcacy przeczytalam stereotypowy watek na glupim forum. Stereotypowy pod wieloma wzgledami. Bylo o tym, ze kobieta, jak ma trzydziestke na karku, to juz tylko powloczy kapciami w dresie otoczona gromadka bachorow. No, pffff.
Potem bylo, ze kariery, to kobieta na Wyspach nie robi. No nie ma takiej mozliwosci. Bo to nie jest kariera, jak sie zostanie supervisorka tasmy w fabryce albo nadzorczynia sprzataczek, czy tez asystentka niedouczonej Szkotki. No, pfff po raz drugi.
Musialam sie powstrzymac, bo mi sie komentarz niecenzuralny cisnal pod palce.
I tak sobie potem wieczorem z Buhajem dyskutowalismy, ze zal nam ludzi, ktorzy w takie stereotypy wierza. Bogu dzieki, trzydziestke skonczylam jakis czas temu. Bachorow sie poki co nie dorobilam - tak wyszlo. Zycie sobie tak zorganizowalam, ze mam czas na night out w pelnym makijazu oraz na lezenie w dresie przed telewizorem.
Ponoc na swoj wiek nie wygladam (mimo tych kilku kilogramow, ktore gdzies sie niepostrzezenie odlozyly).
Nie jestem asystentka niedouczonej Szkotki, choc w jakims sensie przez ten etap przeszlam. Za to mam calkiem wyksztalcona asystentke-Szkotke. Nie spoczywam na laurach i mam nadzieje stad jeszcze piac sie w gore.
Na dodatek niemal wszystkie moje znajome trzydziestki czy tu, czy w kraju, pod te stereotypy nie podchodza ani troche, wiec skad taka statystyka? Czy ja tylko takie wyjatkowe znam? A znam nie tylko trzydziestki, znam tez czterdziestki i nawet conajmniej jedna piecdziesiatke, ktore do powyzszego stereotypu sie nijak maja.
Na szczescie Buhaj mi mowi, ze on zawsze uwazal, ze trzydzieski to sa wlasnie najfajniejsze, szczegolnie te w szlafrokach i w papilotach. Madry chlopak. Napewno to samo bedzie mowil za 10 lat o czterdziestkach.
Czy wy tez zauwazylyscie, ze taki mit o trzydziestkach pokutuje w spoleczenstwie?
Potem bylo, ze kariery, to kobieta na Wyspach nie robi. No nie ma takiej mozliwosci. Bo to nie jest kariera, jak sie zostanie supervisorka tasmy w fabryce albo nadzorczynia sprzataczek, czy tez asystentka niedouczonej Szkotki. No, pfff po raz drugi.
Musialam sie powstrzymac, bo mi sie komentarz niecenzuralny cisnal pod palce.
I tak sobie potem wieczorem z Buhajem dyskutowalismy, ze zal nam ludzi, ktorzy w takie stereotypy wierza. Bogu dzieki, trzydziestke skonczylam jakis czas temu. Bachorow sie poki co nie dorobilam - tak wyszlo. Zycie sobie tak zorganizowalam, ze mam czas na night out w pelnym makijazu oraz na lezenie w dresie przed telewizorem.
Ponoc na swoj wiek nie wygladam (mimo tych kilku kilogramow, ktore gdzies sie niepostrzezenie odlozyly).
Nie jestem asystentka niedouczonej Szkotki, choc w jakims sensie przez ten etap przeszlam. Za to mam calkiem wyksztalcona asystentke-Szkotke. Nie spoczywam na laurach i mam nadzieje stad jeszcze piac sie w gore.
Na dodatek niemal wszystkie moje znajome trzydziestki czy tu, czy w kraju, pod te stereotypy nie podchodza ani troche, wiec skad taka statystyka? Czy ja tylko takie wyjatkowe znam? A znam nie tylko trzydziestki, znam tez czterdziestki i nawet conajmniej jedna piecdziesiatke, ktore do powyzszego stereotypu sie nijak maja.
Na szczescie Buhaj mi mowi, ze on zawsze uwazal, ze trzydzieski to sa wlasnie najfajniejsze, szczegolnie te w szlafrokach i w papilotach. Madry chlopak. Napewno to samo bedzie mowil za 10 lat o czterdziestkach.
Czy wy tez zauwazylyscie, ze taki mit o trzydziestkach pokutuje w spoleczenstwie?
piątek, 10 lipca 2009
Boski Sebastien
Moze pamietacie ten kawalek z Eurowizji sprzed dwoch lat? Lub z reklamy Peugeota? Utworek bardzo sympatyczny, a videoclip absolutnie odjechany.
Czy Sebastien jest we Francji wielka gwiazda? Pytamy czytelniczke z Paryza :)
Czy Sebastien jest we Francji wielka gwiazda? Pytamy czytelniczke z Paryza :)
czwartek, 9 lipca 2009
Sezon... Jacksonowy
Wiecie co mnie wyjatkowo wkurza?
Kiedy ludzie zaczynaja psioczyc, ze tego, czy tamtego za duzo w mediach. Ostatnio, ze Michaela Jacksona. BBC dostala fure zazalen, ze ktos smial zmienic ramowke BBC2, zeby nadac relacje z pozegnania gwiazdy w LA.
W weekend po smierci gwiazdora faktycznie siedzialam nabzdyczona, bo kolejna seria Lost nie dotarla przed weekendem i nie mialam co ogladac, a w telewizji oczywiscie byly same programy o Michaelu. Nabzdyczona jednak bylam glownie na sama siebie, ze nie stac mnie bylo na wcisniecie guzika wylacz i polozenie sie na sofie z ksiazka. Lub zrobienie czegolkolwiek innego. W koncu obejrzalam Moonwalkera i w sumie swietnie sie bawilam, bo nie widzialam tego od wiekow.
We wtorek natomiast zwyczajnie nie ogladalam imprezy. Zajelam sie czyms innym. Nie mam ochoty, to po prostu nie czytam informacji o tym, ze Jacksona pochowaja bez mozgu, albo dywagacji na temat, co sie stanie z jego zadluzonym majatkiem. Czytalam rozne tego typu informacje dzien po, a teraz juz nie czytam. Zapewne miliony ludzi czytaja i mnie nic do tego.
Doprawdy, trudno, zebym marudzila, ze nic ciekawego nie ma w wiadomosciach, bo traf chcial, ze akurat jest slow news day, sezon ogorkowy. Zreszta, w wiadomosciach zawsze cos jest. Zajrzyjcie do mojego mikrobloga - staram sie codziennie wygrzebac cos interesujacego. Mozna? Mozna.
Kiedy ludzie zaczynaja psioczyc, ze tego, czy tamtego za duzo w mediach. Ostatnio, ze Michaela Jacksona. BBC dostala fure zazalen, ze ktos smial zmienic ramowke BBC2, zeby nadac relacje z pozegnania gwiazdy w LA.
W weekend po smierci gwiazdora faktycznie siedzialam nabzdyczona, bo kolejna seria Lost nie dotarla przed weekendem i nie mialam co ogladac, a w telewizji oczywiscie byly same programy o Michaelu. Nabzdyczona jednak bylam glownie na sama siebie, ze nie stac mnie bylo na wcisniecie guzika wylacz i polozenie sie na sofie z ksiazka. Lub zrobienie czegolkolwiek innego. W koncu obejrzalam Moonwalkera i w sumie swietnie sie bawilam, bo nie widzialam tego od wiekow.
We wtorek natomiast zwyczajnie nie ogladalam imprezy. Zajelam sie czyms innym. Nie mam ochoty, to po prostu nie czytam informacji o tym, ze Jacksona pochowaja bez mozgu, albo dywagacji na temat, co sie stanie z jego zadluzonym majatkiem. Czytalam rozne tego typu informacje dzien po, a teraz juz nie czytam. Zapewne miliony ludzi czytaja i mnie nic do tego.
Doprawdy, trudno, zebym marudzila, ze nic ciekawego nie ma w wiadomosciach, bo traf chcial, ze akurat jest slow news day, sezon ogorkowy. Zreszta, w wiadomosciach zawsze cos jest. Zajrzyjcie do mojego mikrobloga - staram sie codziennie wygrzebac cos interesujacego. Mozna? Mozna.
środa, 8 lipca 2009
Tag ksiazkowy
Taga dostalam, ksiazkowego, od Goracej. Wole slowo tag niz lancuszek :)
Chodzi o to, zeby odpowiedziec na 3 pytania, wymyślic swoje i przekazac je do 3 kolejnych autorów książkowych blogów. Nie czytam blogow ksiazkowych, ale wiem, ze kilka znajomych blogerek zapalonymi czytelniczkami jest, wiec chcac niechcac zostana otagowane.
1) Czy jest jakaś książka, którą oficjalnie mówisz, że przeczytałeś/aś, mimo, że tak naprawdę nie dałeś/aś rady? (nie mówię o obowiązkowych lekturach szkolnych! ;-))
Nie, zawsze glosno sie przyznaje (choc z ogromnym wstydem), ze nie przebrnelam przez Gre w Klasy i Biesy. Oraz pare innych, w tym lektury szkolne. Biorac pod uwage, ze do paru ksiazek robilam nawet cztery podejscia, zanim je w koncu przeczytalam, to nie wykluczam, ze i te jeszcze kiedys przeczytam. Bardziej prawdopodobne, ze Gre w Klasy, bo jakos nie czuje checi powrotu do Biesow. Ale kto wie. Moze za jednym zamachem przeczytam Prousta.
2) Czy lubisz czytasz książki z list bestsellerów, takie, o których się dużo mówi, żeby wiedzieć o co tyle hałasu, czy jesteś odporny/a na wpływ mediów i wybierasz lektury tylko według swoich własnych kryteriów?
Nie lubie, ale tez nie jestem do konca odporna - predzej czy pozniej sie poddaje i czytam. Czasem zaluje :) Generalnie wybieram ksiazki wedlug bardzo dziwnych kryteriow, a najczesciej wpadam na nie przez przypadek. Jak mi ktos znajomy poleci, na przyklad.
3) Czy potrafisz czytać parę książek jednocześnie, czy metodycznie skupiasz się na jednej lekturze od początku do końca?
Zawsze czytam wiecej niz jedna ksiazke naraz i zwykle konczy sie to porzuceniem ktorejs na rzecz jakiejs innej.
Moje pytania:
1) Polykasz ksiazki jednym tchem, czy czytasz po jednym rozdziale przed snem?
2) E-book czy tradycyjna, papierowa ksiazka? Jesli e-book to na ekranie komputera czy na e-book readerze?
3) Czy zdarzylo ci sie, ze ksiazka tak cie pochlonela, ze przegapilas przystanek, stacje? Jesli tak, to jaka to byla ksiazka?
Najchetniej podsunelbym tego taga mojej siostrze, ale ona nie ma bloga - jesli chce to niech odpowie w komentarzach. A tag blogowy wedruje to kolezanek-emigrantek:
Biskupinki, Joan i Kijevny.
Chodzi o to, zeby odpowiedziec na 3 pytania, wymyślic swoje i przekazac je do 3 kolejnych autorów książkowych blogów. Nie czytam blogow ksiazkowych, ale wiem, ze kilka znajomych blogerek zapalonymi czytelniczkami jest, wiec chcac niechcac zostana otagowane.
1) Czy jest jakaś książka, którą oficjalnie mówisz, że przeczytałeś/aś, mimo, że tak naprawdę nie dałeś/aś rady? (nie mówię o obowiązkowych lekturach szkolnych! ;-))
Nie, zawsze glosno sie przyznaje (choc z ogromnym wstydem), ze nie przebrnelam przez Gre w Klasy i Biesy. Oraz pare innych, w tym lektury szkolne. Biorac pod uwage, ze do paru ksiazek robilam nawet cztery podejscia, zanim je w koncu przeczytalam, to nie wykluczam, ze i te jeszcze kiedys przeczytam. Bardziej prawdopodobne, ze Gre w Klasy, bo jakos nie czuje checi powrotu do Biesow. Ale kto wie. Moze za jednym zamachem przeczytam Prousta.
2) Czy lubisz czytasz książki z list bestsellerów, takie, o których się dużo mówi, żeby wiedzieć o co tyle hałasu, czy jesteś odporny/a na wpływ mediów i wybierasz lektury tylko według swoich własnych kryteriów?
Nie lubie, ale tez nie jestem do konca odporna - predzej czy pozniej sie poddaje i czytam. Czasem zaluje :) Generalnie wybieram ksiazki wedlug bardzo dziwnych kryteriow, a najczesciej wpadam na nie przez przypadek. Jak mi ktos znajomy poleci, na przyklad.
3) Czy potrafisz czytać parę książek jednocześnie, czy metodycznie skupiasz się na jednej lekturze od początku do końca?
Zawsze czytam wiecej niz jedna ksiazke naraz i zwykle konczy sie to porzuceniem ktorejs na rzecz jakiejs innej.
Moje pytania:
1) Polykasz ksiazki jednym tchem, czy czytasz po jednym rozdziale przed snem?
2) E-book czy tradycyjna, papierowa ksiazka? Jesli e-book to na ekranie komputera czy na e-book readerze?
3) Czy zdarzylo ci sie, ze ksiazka tak cie pochlonela, ze przegapilas przystanek, stacje? Jesli tak, to jaka to byla ksiazka?
Najchetniej podsunelbym tego taga mojej siostrze, ale ona nie ma bloga - jesli chce to niech odpowie w komentarzach. A tag blogowy wedruje to kolezanek-emigrantek:
Biskupinki, Joan i Kijevny.
poniedziałek, 6 lipca 2009
Lato w miescie
Gdyby tylko w Edynburgu byla nieco lepsza pogoda, bylby idealnym miastem na wakacje. Jak ktos lubi je spedzac w gorach - to moze wdrapac sie na Arthur's Seat lub polazic po Pentlandach. A jak ktos woli plaze, to moze sie rozlozyc na piasku - na przyklad w Portobello. Nie polecam taplania sie w morzu - woda jest zdecydowanie zbyt zimna.




piątek, 3 lipca 2009
Lato wszedzie
Noz, doprawdy. Nigdy mnie nie przestanie zadziwiac szkocka moda.
Od kilku dni mamy na Wyspach upaly, i choc twierdzilam, ze fala goraca nigdy nie przekracza Muru Hadriana, to musze odszczekac. Przekracza. Big time! Bylo goraco przez ostatnie kilka dni, naprawde goraco. Bo 25 stopni, to nie dosc, ze wyjatkowo duzo jak na Szkocje, to przy wysokiej wilgotnosci powietrza jest po prostu nie do wytrzymania. Trzy kroki i czlowiek jest mokry jak szczur.
Dzisiaj upal zelzal nieco, troche sie zachmurzylo i zapewne popada, ale wciaz jest cieplo (na pewno w okolicach 20 stopni). Nie wszystkim, najwyrazniej, bo dzisiaj w drodze do pracy widzialam ludzi ogaconych po same pachy. W grubych rajstopach. W kozakach. W szalikach. I w zimowych kurtkach. Nie zartuje.
No to zeby z powortem przywolac letni nastroj pozwole sobie zaserwowac evergreena, ktorego zapewno radio w Polsce serwuje juz od maja, na okraglo. No, to przepraszam, ze ja tez. A jak ktos chce sie dowiedziec, czemu wlasciwie ten wyeksploatowany utwor znalazl sie wsrod Freaky Friday Songs, niech zmieni punkt widzenia i zajrzy tu.
Czytelnikom nie czytajacym po angielsku podpowiem tyle: wyobrazcie sobie, ze macie w dowolnym, obcym jezyku wytlumaczyc komus, o czym jest ta piosenka i jak sie nazywa zespol. Buahaha.
Od kilku dni mamy na Wyspach upaly, i choc twierdzilam, ze fala goraca nigdy nie przekracza Muru Hadriana, to musze odszczekac. Przekracza. Big time! Bylo goraco przez ostatnie kilka dni, naprawde goraco. Bo 25 stopni, to nie dosc, ze wyjatkowo duzo jak na Szkocje, to przy wysokiej wilgotnosci powietrza jest po prostu nie do wytrzymania. Trzy kroki i czlowiek jest mokry jak szczur.
Dzisiaj upal zelzal nieco, troche sie zachmurzylo i zapewne popada, ale wciaz jest cieplo (na pewno w okolicach 20 stopni). Nie wszystkim, najwyrazniej, bo dzisiaj w drodze do pracy widzialam ludzi ogaconych po same pachy. W grubych rajstopach. W kozakach. W szalikach. I w zimowych kurtkach. Nie zartuje.
No to zeby z powortem przywolac letni nastroj pozwole sobie zaserwowac evergreena, ktorego zapewno radio w Polsce serwuje juz od maja, na okraglo. No, to przepraszam, ze ja tez. A jak ktos chce sie dowiedziec, czemu wlasciwie ten wyeksploatowany utwor znalazl sie wsrod Freaky Friday Songs, niech zmieni punkt widzenia i zajrzy tu.
Czytelnikom nie czytajacym po angielsku podpowiem tyle: wyobrazcie sobie, ze macie w dowolnym, obcym jezyku wytlumaczyc komus, o czym jest ta piosenka i jak sie nazywa zespol. Buahaha.
środa, 1 lipca 2009
Sekshoroskop
Robilam porzadki na komputerze i normalnie az sie poplakalam ze smiechu jak to znalazlam. Przynajmniej jedna czytelniczka tego bloga zapewne pamieta, jak nam zaswital pomysl zrobienia internetowego magazynu XXX. I tyle tylko z tego wyszlo. Znaczy okladka oraz ponizszy horoskop.
Bo ja to niby w horoskopy nie wierze, ale potem ide na drinka z laskami, okazuje sie, ze wszystkie mamy facetow spod tego samego znaku i z checia rozprawiam, jacy to oni (mezczyzni spod tego znaku) sa.
Ale ponizsze jest absolutnie i wylacznie dla jaj. Dla czytelnikow powyzej 18 roku zycia.
Baran – uparta z niego bestia i za nic sie go nie przekona do nowych fikołków. Lubi klasycznie, ale przyznać trzeba, ze ma kondycje i jak zaatakuje z impetem, to prędko nie skończy. Niekore Barany lubia w lozku wymuszac pierwszenstwo.
Byk lubi zabawe z plachtami i w ogole prawdziwy z niego fetyszysta. Koronki, podwiazki, satynowa posciel, szczegolnie w kolorze czerwonym rozgrzewaja go do… czerwonosci.
Blizniak ma dwie twarze, wiec nigdy nie wiesz, czy akurat bedzie zgrywac niesmialego, czy tez stanie sie w sypialni erotycznym potworem. Lubi wielokaty i zamiany: najwiecej swingersow jest wlasnie spod Blizniat.
Rak lubi wspak. Pana Raka nic tak nie uszczesliwi jak widok pupy partnerki. Pani Rak piszczy gdy partner zakrada sie do niej od tylu. Ulubiona pieszczota Raka to podszczypywanie – szczypie partnera, gdzie popadnie, i sam wpada w ekstaze, gdy jest szczypany.
Lew ryczy. W calym pionie slychac, ze Lew wlasnie zazywa sypialnianych uciech. Lew lubi rzadzic w lozku i nie znosi sprzeciwow. Partner Lwa musi byc gotowy na niespodziewane zwroty akcji, a takze gryzienie, ktore Lew uwielbia. Pan Lew uwielbia gryzc partnerke w kark. Lwice najbardziej uszczesliwi ciagniecie za grzywe.
Panna udaje niesmiala dziewice, ale cicha woda brzegi rwie: w sypialni zamienia sie gwiazde filmow XXX i zadna perwersja jej nieobca. Niech cie nie zmyli jej rumieniec! Im bardziej sie kryguje, tym wieksza ochote ma na ostry seks.
Waga niby taka zrownowazona, ale swoj jezyczek ma i wie jak robic z niego uzytek. Niektore Wagi przez cale zycie uprawiaja tylko seks oralny, wytrenowane osobniki uprawiaja oralna masturbacje (co jest wyjatkowo widowiskowe).
Skorpion – uwazaj na niego, bo moze z nienacka wbic w ciebie swoj kolec. Lozkowy oszust, zaczyna od jednej strony, a potem nagle jest z drugiej. Niby nie chce, a pala zadza. Partnerki spod Skorpiona obsesyjnie udaja orgazm, ale trzeba przyznac, ze sa w tym swietne.
Strzelec - trzeba przyznac, ze nikt tak, jak strzelec nie umie celowac. Wszystkie strefy erogenne ma w malym palcu i dokladnie wie, gdzie dotknac, gdzie poglaskac, gdzie nacisnac, a gdzie wystrzelic. Szczesliwi partnerzy Strzelca wiedza, ze znajduje punkty G, K i P za pierwszym razem.
Koziorozec ma lekkie zapedy zoofilskie i szczytujac wydaje z siebie onomatopeiczne odzwierzece dzwieki takie jak szczekanie, miauczenie, meczenie i muczenie. Podniecaja go takie gadzety jak smycze i obroze. Fan BDSM. Pani Koziorozec jest najszczesliwsza, jesli nazwac ja suczka.
Wodnik olewa partnera, w lozku jest absolutnym egoista. Trzeba byc prawdziwym ekspertem od Kamasutry, zeby sprostac wymaganiom Wodnika. W zamian za to swietnie gotuje.
Ryba lubi plywac. Malo ja kreci seks pod koldra, preferuje wanne i kabine prysznicowa, a z braku laku pralke czy zlew. Ryba nad brzegiem morza dostaje prawdziwej obsesji i zrobi wszystko, zeby zaaranzowac upojna schadzke z partnerem w grajdolku.
Prosze tego nie brac na powaznie i nie pytac spod jakiego znaku jestem :)
Bo ja to niby w horoskopy nie wierze, ale potem ide na drinka z laskami, okazuje sie, ze wszystkie mamy facetow spod tego samego znaku i z checia rozprawiam, jacy to oni (mezczyzni spod tego znaku) sa.
Ale ponizsze jest absolutnie i wylacznie dla jaj. Dla czytelnikow powyzej 18 roku zycia.
Baran – uparta z niego bestia i za nic sie go nie przekona do nowych fikołków. Lubi klasycznie, ale przyznać trzeba, ze ma kondycje i jak zaatakuje z impetem, to prędko nie skończy. Niekore Barany lubia w lozku wymuszac pierwszenstwo.
Byk lubi zabawe z plachtami i w ogole prawdziwy z niego fetyszysta. Koronki, podwiazki, satynowa posciel, szczegolnie w kolorze czerwonym rozgrzewaja go do… czerwonosci.
Blizniak ma dwie twarze, wiec nigdy nie wiesz, czy akurat bedzie zgrywac niesmialego, czy tez stanie sie w sypialni erotycznym potworem. Lubi wielokaty i zamiany: najwiecej swingersow jest wlasnie spod Blizniat.
Rak lubi wspak. Pana Raka nic tak nie uszczesliwi jak widok pupy partnerki. Pani Rak piszczy gdy partner zakrada sie do niej od tylu. Ulubiona pieszczota Raka to podszczypywanie – szczypie partnera, gdzie popadnie, i sam wpada w ekstaze, gdy jest szczypany.
Lew ryczy. W calym pionie slychac, ze Lew wlasnie zazywa sypialnianych uciech. Lew lubi rzadzic w lozku i nie znosi sprzeciwow. Partner Lwa musi byc gotowy na niespodziewane zwroty akcji, a takze gryzienie, ktore Lew uwielbia. Pan Lew uwielbia gryzc partnerke w kark. Lwice najbardziej uszczesliwi ciagniecie za grzywe.
Panna udaje niesmiala dziewice, ale cicha woda brzegi rwie: w sypialni zamienia sie gwiazde filmow XXX i zadna perwersja jej nieobca. Niech cie nie zmyli jej rumieniec! Im bardziej sie kryguje, tym wieksza ochote ma na ostry seks.
Waga niby taka zrownowazona, ale swoj jezyczek ma i wie jak robic z niego uzytek. Niektore Wagi przez cale zycie uprawiaja tylko seks oralny, wytrenowane osobniki uprawiaja oralna masturbacje (co jest wyjatkowo widowiskowe).
Skorpion – uwazaj na niego, bo moze z nienacka wbic w ciebie swoj kolec. Lozkowy oszust, zaczyna od jednej strony, a potem nagle jest z drugiej. Niby nie chce, a pala zadza. Partnerki spod Skorpiona obsesyjnie udaja orgazm, ale trzeba przyznac, ze sa w tym swietne.
Strzelec - trzeba przyznac, ze nikt tak, jak strzelec nie umie celowac. Wszystkie strefy erogenne ma w malym palcu i dokladnie wie, gdzie dotknac, gdzie poglaskac, gdzie nacisnac, a gdzie wystrzelic. Szczesliwi partnerzy Strzelca wiedza, ze znajduje punkty G, K i P za pierwszym razem.
Koziorozec ma lekkie zapedy zoofilskie i szczytujac wydaje z siebie onomatopeiczne odzwierzece dzwieki takie jak szczekanie, miauczenie, meczenie i muczenie. Podniecaja go takie gadzety jak smycze i obroze. Fan BDSM. Pani Koziorozec jest najszczesliwsza, jesli nazwac ja suczka.
Wodnik olewa partnera, w lozku jest absolutnym egoista. Trzeba byc prawdziwym ekspertem od Kamasutry, zeby sprostac wymaganiom Wodnika. W zamian za to swietnie gotuje.
Ryba lubi plywac. Malo ja kreci seks pod koldra, preferuje wanne i kabine prysznicowa, a z braku laku pralke czy zlew. Ryba nad brzegiem morza dostaje prawdziwej obsesji i zrobi wszystko, zeby zaaranzowac upojna schadzke z partnerem w grajdolku.
Prosze tego nie brac na powaznie i nie pytac spod jakiego znaku jestem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)