Salon Piszących w Szkocji

środa, 30 września 2009

Spotkanie z Pythonem

Nie bede ukrywac, ze nigdy nie bylam namietna fanka Monty Pythona. Lubilam, ale bez przesady. Nie rzucalam cytatami, jak niektorzy moi znajomi ze studiow. Prawde powiedziawszy, chyba nawet nie obejrzalam wszystkich filmow, i z pewnoscia nie obejrzalam wszystkich odcinkow Latajacego Cyrku.

Jestem natomiast namietna fanka programow podrozniczych Michaela Palina, ktorych powtorki ogladam razem z Buhajem w tutejszej telewizji. Szalenie podobala mi sie seria New Europe, w ktorej to Michael podrozowal po nowych krajach Unii, badz aspirujacych do Unii, ktore przez wiele lat pozostawaly nieznane Brytyjczykom (w tym Polsce). Program i ksiazka sa doprawdy fascynujace: Michael w swoim stylu odwiedza miejsca dosc niecodzienne i rozmawia z nieprzecietnymi ludzmi. Ksiazke czyta sie jak kronike podrozy, ale takze jak swietny przewodnik. Kto nie czytal, polecam!

Dlatego wczoraj bez chwili zastanowienia wzielam pod pache New Europe oraz drugi tom Dziennikow i udalam sie do ksiegarni Waterstone'a, gdzie Michael podpisywal swoje ksiazki. Na wiesc o tym, ze jestem z Polski bardzo sie ucieszyl i powiedzial, ze mu sie w Polsce podobalo bardzo i ze spotkal tam swietnych ludzi. Milo, nieprawdaz?

A dedykacje napisal nam taka:

wtorek, 29 września 2009

Halo? Tu Biuro Obslugi Klienta, zostaw wiadomosc!

Jak ja nie cierpie Biur Obslugi Kilenta, zwanych z brytyjska Call Centres!

Jak wiecie, razem z plecakiem w Paryzu buchneli mi rozne rzeczy. W tym:
  • karty bankowe
  • prawo jazdy
  • telefon
Karty bankowe zablokowalam od razu i mila pani w Call Centre poinformowala mnie, ze wysla mi nowe w ciagu kilku dni. Na koniec rozmowy zyczyla mi tez milych wakacji, co chyba jednak bylo dosc sarkastyczne.
W kazdym razie karty debetowe juz byly, jak wrocilam z Paryza, ale kredytowa nie. Nauczona doswiadczeniem postanowilam odczekac 5 dni roboczych (max po jakim karta miala przyjsc) i zadzwonic.

Niniejszym oswiadczam, ze Biuro Obslugi Klienta mojego banku to absolutna porazka. Wszystko jest automatyczne. Trzeba wstukac swoj adres, kod pocztowy, numer karty i kod z paska. Bardzo fajnie, tylko ja przeciez tej karty nie mam i chcialabym kogos zywego zapytac, co sie z nia stalo! Chyba pol godziny probowalam dzwonic pod rozne numery i pod kazdym zdolalam jedynie dobrnac do martwego punktu: podaj numer...

Mysle sobie: mam was w nosie. Pojde ci ja porozmawiac z zywym czlowiekiem w banku. Przynajmniej bede mogla wygladac na wsciekla. A teraz zadzwonie do DVLA i zamowie sobie nowe prawo jazdy. Ha, ale fajnie, ze mozna to zrobic przez telefon! Dzwonie. Zglasza sie Biuro Obslugi Klienta. "Przepraszamy, wszystkie nasze linie sa obecnie zajete, sprobuj zadzwonic pozniej" Biip. Rozumiecie? Nie wkurzajaca muzyczka i poczekaj na zgloszenie sie operatora. Po prostu sie rozlaczaja!

Jestem juz zla na maksa, ale mysle, trudno, pojde na poczte, wypelnie ten durny formularz i wysle poczta. Dluzej, ale pewniej i rachunek za telefon mniejszy.

A skoro o telefonie mowa, to sobie kupie nowa komorke. Online, a co, oszczedze sobie chodzenia do salonu. Rozsiadlam sie przed kompem, wybieram, przebieram, w koncu wybralam telefon, ktory mi sie podobal, wszystko fajnie, tylko "ze wzgledow bezpieczenstwa telefony dostarczaja tylko na adres domowy". Za dodatkowe 10 funtow moga go przywiezc przed 10. Szkoda, ze wychodze z domu jakas godzine wczesniej.

Szczescie, ze mam przerwe na lunch i centrum handlowe rzut beretem. Oby zywi ludzie byli bardziej uzyci niz automatony.
A po pracy ide na spotkanie z Michaelem Palinem. Ksiazki bedzie podpisywal.

Update: Nie cierpie Royal Mail. Wszystko przez ich strajki :(

poniedziałek, 28 września 2009

Paradoksalnie

Aresztowali Polanskiego.

Na polskich portalach teorie spiskowe. Na forach internetowych - wyzwiska. W mailu - petycje do podpisania.

Mysle sobie: prawo to prawo, nie powinno byc wobec niego rownych i rowniejszych. No, ale skoro nie powinno byc, to dlaczego w Stanach na porzadku dziennym sa pozasadowe ugody? W takich, a nie innych sprawach? No to dlaczego jednym wolno sie wylgac, a innym nie? Bo nie sa wystarczajaco rowni?

Wszystkim, ktorzy uwazaja, ze biale jest biale, a czarne czarne i nie ma odcieni szarosci, proponuje spojrzec na sprawe z dwoch stron: rozwydrzony, nacpany gwiazdor gwalci 13-latke, ktora jest zbyt przerazona, zeby powiedziec nie. I z drugiej strony: 13-latka wygladajaca na 16-latke, ktora pierwsze kontakty seksualne ma juz za soba, chetnie pije szampana i bierze quaalud, a potem idzie do lozka ze znanym rezyserem, bo matka wmowila jej, ze w ten sposob zrobi kariere.
I jeszcze: w Kaliforni prawo zaklada (zapewne calkiem slusznie), ze 13-latka jest zbyt niedojrzala, zeby wyrazic zgode na seks, w zwiazku z czym stosunek z nieletnia bedzie zawsze wbrew jej woli. Do czego zreszta Polanski sie przyznal, zaznaczyl jednak, ze Samantha wyrazila zgode - co w rozumieniu obowiazujacego prawa nie zmienia kategorii czynu, ale zmienia jego wydzwiek moralny.

Mysle sobie: w zasadzie to jestem za kara. Jest wina, musi byc kara. Ale co to jest kara? Siedzenie za kratkami do konca zycia, czy zycie uciekiniera, zycie z pietnem?
Mysle sobie: ta dziewczynka tez sobie nie zasluzyla, stala jej sie krzywda. Tyle tylko, ze minelo 30 lat i juz wiemy, jaki jest rozmiar tej krzywdy. I wiemy rowniez, ze ona sama zapewne wolalaby, ze sprawa ucichla, bo ciagle jej wywlekanie powoduje wiecej szkod.

Jeszcze nie zdecydowalam, czy podpisze petycje. Ale jesli podpisze, i wcale nie dlatego, ze cenie Polanskiego jako rezysera. Nie dlatego, ze uwazam, ze przeszedl straszne rzeczy w czasie wojny, a potem za sprawa bandy Masona. Ani dlatego, ze sie zreformowal, ulozyl zycie, jest mezem i ojcem. I nie dlatego, ze poddalam sie efektowi aureoli.
Tylko dlatego, ze (paradoskalnie) amerykanskie prawo nie traktuje ludzi rowno, a dzieli ich na rownych i rowniejszych.

czwartek, 24 września 2009

Paryskie przygody

Bilans wycieczki do Paryza:
Minusy:
  • 230 Euro
  • 2 paszporty
  • komorka
  • dowod osobisty
  • prawo jazdy
  • zablokowane karty kredytowe/debetowe
  • zarwana noc
  • pol dnia w konsulacie
  • nici ze zwiedzania Luwru
Plusy:
  • 2 nowiutkie tymczasowe paszporty wydane przez konsulat w Paryzu
  • fakt, ze plecak ze sprzetem fotograficznym NIE ZOSTAL skradziony
  • fakt, ze nikomu nic sie nie stalo (nie liczac siniakow Macka, ktory sie wywalil, jak gonil zlodziei)
Bezcenne:
  • 2 godziny na komisariacie w 19-tej dzielnicy z przemila pania policjantka i przystojnymi policjantami
  • pol dnia w konsulacie
  • wspomnienia
  • zdjecia
Przestrogi:
  • nieprzyjemnosci na wakacjach nie zdarzaja sie wtedy, kiedy sie ich spodziewasz, a wtedy, gdy na mala chwilke sie zapomnisz
  • nigdy nie nalezy zarzucac utartych, sprawdzonych wakacyjnych przyzwyczajen
  • o niebezpiecznych miejscach w Paryzu przeczytacie u Goracej, ktorej naleza sie gorace ;) podziekowania za pomoc na komisariacie i w konsulacie oraz za ogolne nianczenie, a Mackowi za poswiecenie i wszelakie wsparcie.


czwartek, 10 września 2009

Podtrzymywanie

Ze podobno cos mi sie stalo? Nic podobnego! Od urodzin do niemal konca sierpnia mielismy gosci i w zwiazku z tym jakos mi spadla wena. Za duzo emocji naraz, jak mniemam. Nastepnie w pracy mielismy impreze, ktora szykowalam od, no niemal odkad zaczelam pracowac. Nie, zeby taka skomplikowana impreza, ale jak tak dlugo mial czlowiek w kalendarzu wpisana, to skoro tylko sie odbyla i udala, to powietrze jakos ze mnie uszlo (razem z wena).

Impreza byla w zeszlym tygodniu, wiec zbieranie sie w sobie zabiera mi troche czasu. Poki co czytam Krajewskiego, gram w gierki na Facebooku, usiluje wyjsc na drinka z laskami z pracy i lece z Buhajem do Paryza. Jak wroce z Paryza, to wam opowiem, jak bylo.