Salon Piszących w Szkocji

środa, 25 lutego 2009

Dzień Naleśnika

Wczoraj na Wyspach był Dzień Naleśnika, a kto chce wiedzieć więcej, niech zajrzy tu
Brytyjskiej tradycji stało się zadość u nas w domu, bo na obiad były:


...naleśniki z sosem grzybowym. Nie do końca tradycyjne, bo:
a) na słono
b) chciałam naleśniki bardziej puchate, w związku z tym ciasto było trochę gęstsze, niż oryginalnie, białka ubite na pianę, no i dodałam łyżeczkę proszku do pieczenia.
Pychotka!

czwartek, 19 lutego 2009

Doughnut Day

Tak moi szkoccy znajomi nazwali Tlusty Czwartek, parafrazujac nazwe tlustego wtorku (Shrove Tuesday), ktory Brytyjczycy obchodzic beda we wtorek, a ktory potocznie nazywa sie Pancake Day.

Co roku racze ich paczkami z tej okazji. Naomi, ktora dolaczyla do naszego biura we wrzesniu jeszcze o Tlustym Czwartku nie slyszala, ale wylozylam jej sprawe jasno i przystepnie wczoraj, kiedy westchnela ciezko w okolicach lunchu: Mam ochote na paczka! A to jutro, odparlam.

Czyli dzisiaj. Paczki, niestety, malo okazale, tutejsze, ale tradycji stanie sie zadosc. Nawiasem mowiac, dzis mam 90% pewnosci, ze ludzie, na ktorych wpadne przy stoisku z paczkami beda Polakami.

Niniejszym chcialabym rowniez zaapelowac o przywrocenia paczkowego logo Googli sprzed dwoch lat. Bylo coolowe!

No to ile paczkow zjedliscie juz dzisiaj?

sobota, 14 lutego 2009

Walę tynki

Buhaj przyniósł mi wczoraj bukiet białych róż, a potem kazał mi pozować do zdjęcia, tak jakby to był bukiet ślubny. Byłam ubrana w dres i kapcie, jak przystało na pannę młodą.

Walentynki z deka mnie irytują swoją marketingową nachalnością, ale tak naprawdę głównie faktem, że preferują pary. Jak ktoś nie ma pary, to się może co najwyżej pocałować w nos. Wczoraj w pracy Naomi nam wszystkim życzyła wesołych Walentynek, chociaż wiadomo, że nie wszyscy mają pary. Zdecydowanie jestem za tym, żeby składać walentynkowe życzenia wszystkim, którzy są dla nas ważni. Wliczając dalszą i bliższą rodzinę, przyjaciół, zwierzęta domowe oraz znajomych blogerów :)

Co nie znaczy, że nie jestem zadowolona z bukietu (Buhaj daje mi też kwiaty bez okazji i jest jeszcze fajniej) oraz z ciasteczka, które właśnie mi kupił we francuskiej piekarni:

Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek, drodzy czytelnicy i blogerzy!

wtorek, 10 lutego 2009

Slumdog Millionaire


... czyli Slumdog. Milioner z ulicy (polski tytul oczywiscie stracil caly sens).

Poszlismy obejrzec w niedziele i wyszlismy z kina z rozesmianymi pyskami. Tak cos podejrzewalam, ze nam sie spodoba (juz zanim nastapily te wszystkie nagrody i nominacje). Kluczowe chyba bylo moje stwierdzenie, ze "oni pewnie mowia jak Kashi i Aziz" (wlasciele naszego corner shopu). Poszlismy.

Balam sie, ze film bedzie melodramatyczny, ze za duzo bedzie smutnych slumsow, lub za duzo Bollywood. A tymczasem wszystkiego jest w sam raz (jak na moj gust). Jest tez odpowiednia dawka napiecia, oraz komedii (pekalismy ze smiechu), dokumentu (piekne zdjecia Megaslumsu w Bombaju) i romansu (widownia jak na zawolanie robi "Aaaaa"). I jeszcze mnostwo pozytywnej energii.

Polecam! I trzymam kciuki za Oscara - jak Slumdog Millionaire go dostanie, to my dostaniemy darmowe bilety do kina :)

czwartek, 5 lutego 2009

Gotuj z Lakoma (6)

Zmiana pracy jest bardzo stresujaca. Nagle ma sie nad glowa termin, do ktorego trzeba sie uporac z mnostwem spraw i jeszcze nauczyc nowych/obecnych pracownikow wlasnych obowiazkow. Koszmar. W zwiazku z tym nie mam czasu nie tylko na bloga, ale w ogole. A jak nie mam czasu, to gotuje zupy.

Zupy gotuje przerozne, a wiekszosc z nich podobnie.

Zaczynam od wywaru. Jesli potrzebna mi zupa na juz, a w lodowce pustawo, po prostu rozpuszczam kostke rosolowa (lub dwie) w goracej wodzie. Dorzucam jakies ziarenko ziela angielskiego, tudziez listek laurowy, doprawiam do smaku

Jesli mam nieco wiecej czasu i jakies zapasy w lodowce, gotuje wywar na kurczakowym podudziu (wczesniej rozmrazam i wrzucam na chwilke do goracej wody). Dodaje suszone lub swieze warzywa. Na Wyspach beda to: marchewka, pasternak (to biale podobne do pietruszki w tutejszych warzywniakach, zwane parsnip, to pasternak) fragment selera, kawalek pora, ewntualnie kawalek brukwi (swede), jesli kupilam zestaw jarzynowy np. w Icelandzie. Doprawiam do smaku jak wyzej i gotuje wywar.

Jak mam juz gotowy wywar (lub kostki rozpuszczone w wodzie), to decyduje, jaka zupe zrobic (czasami jednak decyduje wczesniej). Na przyklad wrzucam utarte ogorki kiszone i ziemniaki pokrojone w kostke i mam ogorkowa. Albo dodaje koncentrat pomidorowy i zabielam jogurtem i mam pomidorowa. Albo wrzucam szczaw (kupuje taki w sloikach), gotuje jajko na twardo i mam szczawiowke (ktora znajomy nazwal kiedys zupa z trawy - ale jaka dobra zupa z trawy!).

Na ponizszym zdjeciu jest kalafiorowa z ziemniakami. Mialam resztke mrozonego kalafiora i zupa wyszla troche cienka, wiec dorzucilam ziemniaka pokrojonego w kostke, dodalam koperku i zabielilam jogurtem. I prosze: szybko, tanio i smacznie!

wtorek, 3 lutego 2009

Zima

A wczoraj okolice mojego kampusu wygladaly tak:












Dzis juz po sniegu ani sladu, ale ma znowu padac jutro...