Salon Piszących w Szkocji

środa, 28 października 2009

Odwiedziny

Blogowych spotkan czas nastal, w zwiazku z czym najpierw wybralam sie na spotkanie z Kijevna (oraz, a moze przede wszystkim, Jankiem), a potem razem z Buhajem pojechalismy do Biskupina... znaczy do Aberdeen, w odwiedziny do Biskupinki, Biszopa i Hani.

Facet Kijevny sie dziwi, o czym sie gada z takimi ludzmi znanymi z bloga? No jak to o czym, przeciez jak sie czyta swoje blogi od miesiecy, a nawet lat, to wspolnych tematow sie juz uzbiera cala czapka.

A w Aberdeen bylo tak:



PS: Ten czlowieczek w zielonej bluzie na drugim zdjeciu od gory to Biszop :)

poniedziałek, 26 października 2009

Never break the chain

Bo sie pytaja jak bylo na koncercie to mowie: fantastycznie! Normalnie dinozaury niby, a jeszcze maja tyle pary! To, co Lindsey Buckingham wyprawia ze swoja gitara (a raczej gitarami, bo niemal po kazdym kawalku mu koles wynosil zza sceny inna), to sie w pale nie miesci. Stevie Nicks spiewa na zywo tak samo jak na plytach, a Mick Fleetwood jest naprawde taki wysoki!


Grali najwieksze przeboje, acz dalo sie odczuc brak piosenek Christine McVie, bo tylko World Turning i Don't Stop weszly na set liste, ale nie braklo takich hiciorow jak: Dreams, Gypsy, Go Your Own Way, Big Love czy Tusk. Ani moich ulubionych: I'm So Afraid i The Chain. Ani zaskakujacych (no, nie tak bardzo, bo set liste widzialam juz wczesniej): Storms, i solowych utworow Lindseya (Go Insane, ale w oryginalnej wersji, nie takiej, jaka zagral na The Dance) i Stevie (Stand Back, tez w oryginalnej).


Bawilam sie swietnie, mimo zatkanego nosa oraz ochrony SECCu, ktora (z wygladu i z zachowania) bardziej przypominala kapo, czy nadzorcow niewolnikow. Nie moglismy wstac i tanczyc, a o przemknieciu sie pod scene nawet pomyslec nie mozna bylo. Kolo mnie siedzial facet, ktoremu zabrali aparat, bo filmowal, a nie wolno (prawde powiedziawszy jak nie wolno, to nie wolno, na co komu nagranie Rhiannon, na ktorym nie bedzie ani nic slychac, ani nie za wiele widac).

The Macs maja tez rewelacyjny kontakt z publicznoscia, bo gadaja przez caly koncert (wszyscy oprocz Johna McVie), opowiadaja anegdotki z przeszlosci, oraz zupelnie swieze. No i caly czas sugerowali, ze powroca do studia oraz na trase z nowym materialem! No, oby, wtedy sie rzuce i kupie bilet pod samiutka scena.

środa, 21 października 2009

piątek, 16 października 2009

Lucy

Z tego wszystkiego zarzucilam zupelnie piatkowe piosenki... Jakos nie mam czasu na grzebanie po YouTube, zreszta, jak mi wena spada, to potem wisza takie glupoty na blogu tygodniami...

Wczoraj jednak mnie naszlo na wygrzebywanie piosenek Beatlesow, zapewne za sprawa filmu, ktory niedawno ogladalismy - I Am Sam z Seanem Pennem (krytycy zjechali, ale moim zdaniem ujdzie). Glowny bohater filmu jest fanem Fab Four i ich piosenki (acz covery, nie oryginaly) sa na sciezce dzwiekowej. No i wygrzebalam jedna z bardziej odjechanych piosenek, z rownie odjechanym teledyskiem.

Oczywiscie wszyscy wiedza, ze to ponoc nie zbieg okolicznosci, ze anagram tytulu to LSD, choc John Lennon stanowczo zaprzeczal takowym konotacjom, twierdzac, ze inspiracje czerpal z rysunku syna, Juliana, ktory przedstawial jego kolezanke Lucy O'Donnell.

Lucy O'Donnell Vodden, ktora cierpiala na chorobe ukladu ospornosciowego, lupus, zmarla kilka tygodni temu.

czwartek, 15 października 2009

Mowie, co mysle

Tak mnie naszlo, bo wlasnie sobie gawedze z moja wspolpracownica (ktora na papierze jest moja asystentka, ale na papierze tylko; no, ewentualnie, jak nie chce jej sie przyjsc do pracy, to musi mnie pytac; takoz o urlop) i ona mi mowi, ze jej sie podoba, ze ja zawsze mowie, co mysle.
No, zawsze, jak zawsze - czesto; acz bywa, ze mi to mowienie kolkiem w gardle staje, bo nie kazdemu mozna. Niektorzy sie obrazaja.

Kiedys mi sie wydawalo, ze najwazniejsza jest dyplomacja i trzeba wiedziec, co, kiedy i komu. Ale to oczywiscie nie jest taka prosta sprawa. Szczegolnie jak czlowiek jest gadula, taka, jak ja i ogolnie rzecz biorac pepla (za) duzo. W gruncie rzeczy lepiej zatem zastanowic sie nad tym JAK mowic. Zeby nie urazic, ale i nie mydlic oczu. Ucze sie caly czas.

Osobiscie nie lubie wcale, jak ktos mi cos wyrzuca albo krytykuje, ale jeszcze bardziej nie lubie, jak ktos mi mydli oczy, gada za moimi plecami lub zwyczajnie, w zywe oczy, klamie. To juz wole najgorsza prawde, dziekuje bardzo.

Mowienie, co sie mysli, nie jest specjalnie modne na Wyspach, szczegolnie bardziej na poludnie. Mysle, ze niektorzy ludzie tutaj uwazaja wrecz, ze mowienie co sie mysli jest niekulturalne. W Szkocji juz niekoniecznie, Szkoci sa szczerzy raczej, do bolu czasem. Tak czy inaczej ja ze swoja szczeroscia pewnie sie niektorym wydaje egzotyczna, szczegolnie, ze calkiem dobrze mi wychodzi to szczerzenie po angielsku. W poprzedniej pracy bywalam szczera bardzo czesto, szczegolnie jak mnie ktos wkurzyl i potem moja szefowa sie tlumaczyla: you know it's the Polish sincerity, tak jakby Polacy nie byli narodem kretaczy i dupowlazow, a szczerych i sprawiedliwych.
Przystosowalam sie troche, ale tylko troche - wciaz zdarza mi sie powiedziec cos, co na Wyspach jest ogolnie uznawane za politically incorrect. But true.

Najwiecej problemow z byciem szczerym jest w Internecie, bo tak oko w oko, to czasem sie jednak czlowiek zastanowi, czy palnac, a wirtualnie to nie dosc, ze sie nie zastanawia, to jeszcze ten ktos po drugiej stronie swiatlowodu tez sie nie zastanawia i potem rozne (glownie) nieporozumienia z tego wychodza. Tez tak macie?

poniedziałek, 12 października 2009

Nasza nowa bryka

A to nasza nowa bryka. Mowilam przeciez, ze nastepny w kolejnosci bedzie czerwony samochod! (po drodze co prawda ukradli mi czerwony telefon, a nowy jest czarny...)

Jak sie dobrze przyjrzec, to wciaz widac pozostalosci po logo Royal Mail. Poniewaz Buhaj od dawna jest juz znany jako Bob Budowniczy, ja z radoscia przyjmuje na siebie obowiazki listonosza Pata. Poprosze tylko o czarno-bialego kota! No i bardzo duzo cierpliwosci, bo na razie jeszcze sie nie odwazylam siasc za kolkiem. Na razie moja rola ogranicza sie do pilotowania (czyt. programowania Tomtoma i ewentualnie korygowania, jak gada glupoty).

Temat przewodni:


piątek, 9 października 2009

Szok tygodnia

Zadna tajemnica, ze mam slabosc do prezydenta Obamy, ale po prostu nie moge nie zgodzic sie z Bartoszem Weglarczykiem. No, wybaczcie!

W przyszlym roku Nobla z fizyki powinien dostac Peter Higgs, zanim eksperyment z Wielkim Zderzaczem Hadronow udowodni cokolwiek. Jest przemily, no i przynajmniej ma za soba wiele lat pracy badawczej.
(foto moje - zapytaj zanim wykorzystasz)

wtorek, 6 października 2009

Pub Golf

Czego to sie czlowiek nie uczy na Wyspach...

W ubiegla sobote bylismy na urodzinach mojej kolezanki z pracy. Impreza byla nietypowa (acz tutaj bardzo popularna, szczegolnie wsrod studentow). Generalnie tutaj imprezy sie robi w pubach (lub w restauracjach). Nie znaczy to, ze domowych imprez brak, ale nie sa tak powszechne jak w Polsce. Imprezy w pubach nie zawsze polegaja na siedzeniu w jeno jednym pubie przez cala noc. Praktykuje sie tzw. pub crawl, czyli lazenie od pubu do pubu. W praktyce, to oznacza, ze poniewaz ludzie nie zajmuja stolika na cala noc, to jak sie nawet gdzies wyjdzie pozno, to wciaz jest szansa, zeby usiasc.

Pub golf to odmiana pub crawl. Dodatkowe atrakcje to fakt, ze wszyscy sie przebieraja w stroje golfowe (moga sie luzno kojarzyc) oraz, ze cala wyprawa to gra, w ktorej zdobywa sie punkty (a czym sie zdobywa - to jasne: piciem). Wylamalismy sie troche z gry, wprawdzie sie przebralismy, ale zjawilismy sie pozno (pub numer 7 na liscie) i stanowczo odmowilismy picia tego, co bylo w zasadach gry (pilismy piwo).

Ponizej karta do gry. W skrocie: w kazdym pubie zawodnicy pija to, co przykazano. Jagerbomb, to jest Jagermeister (taka ziolowa wodka) z Red Bullem (bue), cider to cydr, czyli takie piwo z jablek, vodka mixer to jakikolwiek drink z wodka (np. wodka z sokiem pomaranczowym, albo z Cola), nastepnie piwo butelkowe, drink z innym alkoholem niz wodka (np. z whisky, albo z tequila), poof juice to np. Smirnoff Ice albo Breezer, czyli butelkowany gotowy drink, pint and shot - pinta piwa i dwudziestka piatka wodki, Pimms to chyba wiecie i na koniec cos, co zwala z nog. Zwyciezcy ida na frytki (tajemnicze Chippy's to oczywiscie Fish and Chips, najblizsza smazalnia frytek). Gdybym chciala w tym uczestniczyc, to zapewne w polowie bym zeszla, no i nie ma szans, zebym wypila pinte piwa w pol godziny.


Pod wykazem pubow macie dodatkowe reguly, w tym, w ktorym pubie nie mozna isc do toalety (to znaczy mozna, ale pod grozba karnych punktow). I tak dalej, i tak dalej.
Mysle sobie, ze kiedy bylam studentka, to zapewne taka impreza by mnie bawila (acz nie sadze, zeby mnie bylo stac na taki pub crawl w Warszawie). Natomiast obecnie... jak wyzej, swiadomie zdecydowalam, ze sie spoznimy i zlamalam reguly pijac zupelnie co innego, niz w rozpisce. Nie bylam jedyna, chodzilo o to, zeby wszyscy sie dobrze bawili, a nie schlali, wiec jedynie niektorzy bawili sie wedle zasad. Reszta namietnie fotografowala sie w strojach do golfa. Ponoc zanim przyszlismy nawet jacys amerkanscy turysci fotografowali sie z cala brygada.

Byc moze dlatego, ze nie przestrzegalismy regul co do joty, impreza skonczyla sie jednak dwa puby dalej niz w planie. To lazenie od pubu do pubu chyba tez pozwalalo glowie nieco sie przewietrzyc, bo nastepnego dnia rano wprawdzie mialam lenia, ale nic poza tym. No, a ogolnie rzecz biorac zabawa byla przednia.

poniedziałek, 5 października 2009

Polemicznie

W zeszlym tygodniu Biszop oficjalnie przyznal na blogu, ze jest homofobem. Musze powiedziec, ze choc ani na jote nie zgadzam sie z jego pogladami, to podziwiam i szanuje go za przyznanie sie do tego glosno. Trzeba miec jaja, zeby publicznie wyrazic rownie niepopularny poglad. No, w kazdym razie niepopularny na hiperpoprawnych politycznie Wyspach.

Nie lubie bardzo (a ostatnio bylam swiadkiem), jak ktos mowi: nie jestem homofobem, geje mi nie przeszkadzaja [sic!], ale uwazam, ze nie powinni brac slubu, ani miec prawa do adoptowania dzieci. Ani trzymac sie za reke na ulicy. Ba! W ogole uwazam, ze homoseksualizm to zboczenie. Wroc - jeszcze raz? Ze co, ze nie jestes homofobem? Kazdy ma prawo do swojej opinii, ale prosze, spojrz prawdzie w oczy i miej odwage przyznac, co twoje poglady oznaczaja!

W przeciwienstwie do Biszopa przede wszystkim nie uwazam, ze homoseksualizm jest sprzeczny z natura. W koncu to nie kwestia wyboru, do kogo sie czuje poped. Kwestia wyboru jest, czy mu ulegniemy, ale takiego wyboru dokonuje kazdy niezaleznie od orientacji. Wedlug mnie popedowi mozna (a moze nawet nalezy) ulegac, dopoki sie tym komus nie wyrzadza krzywdy. Jesli obydwie osoby chca byc w zwiazku ze soba i dobrze im z tym, to jakie ma znaczenie, jakiej sa plci i czy komus sie wydaje, ze ich akt plciowy jest obrzydliwy?
Bylabym cholernie niesprawiedliwa, gdybym odmawiala komus prawa do szczesliwego zwiazku, jesli sama nie mam zadnych skrupolow, zeby w takim byc, a jedyna roznica jest fakt, ze zwiazalam sie z przedstawicielem plci przeciwnej.

Podobnie uwazam, ze nie mam prawa zabronic komus stworzenia pelnej rodziny. Zakladanie, ze tylko pary mieszane moga byc rodzicami, to jakas bzdura. Argument, ze pary tej samej plci nie sa zdolne do prokreacji, rowniez. Nie wszystkie pary mieszane moga miec swoje dzieci, a jednak nikt im nie odmawia prawa do wychowywanie cudzych. Ostatnio uslyszalam argument, ze dziecko musi miec od najwczesniejszego dziecinstwa wzorzec kobiety i mezczyzny, zeby sie prawidlowo rozwijalo. Czyli wszystkie dzieci z rodzin niepelnych rozwijaja sie nieprawidlowo? A co jesli ma sie zly wzorzec? Czy nie lepiej miec dwa swietne wzorce meskie/kobiece zamiast po jednym zlym z kazdego rodzaju? Ktos mi kiedys powiedzial, ze dzieci z niepelnych rodzin szukaja sobie brakujacego wzorca w najblizszym otoczeniu. Babcia czy dziadek, ciocia czy wujek, starsza siostra czy brat automatycznie zastepuja brakujacego rodzica. Czy fakt, ze dziecko bedzie wychowywane w rodzinie gejowskiej od razu oznacza, ze bedzie wychowywane w jednoplciowym swiecie i nie bedzie moglo sobie takiego wzorca znalezc?
Uwazam natomiast, ze skoro nie kazda para mieszana przechodzi pomyslnie proces adopcyjny, to podobnie powinno byc w przypadku par jednoplciowych - sprawdzenie, czy dziecku nie bedzie brakowac pozytywnych wzorcow obu plci w najblizszym otoczeniu moze byc jednym z kryteriow.

Co do Parad Gejow - zgadzam sie, ze takie imprezy, choc z zalozenia nie mialy byc manifestacja innosci, a raczej nawolywaniem do poszanowania praw mniejszosci, czasem przeksztalcaja sie w parodie samych siebie. Organizatorzy nie zawsze umieja znalezc rownowage miedzy poczuciem dumy z bycia innym, a ostentacyjnym manifestowaniem tegoz. Ale - nikt nikomu nie kaze w takich paradach uczestniczyc. Nie ma obowiazku chodzenia na parady techno, pochody pierwszomajowe, marsze milczenia ani procesje na Boze Cialo.

I wreszcie: jesli poznaje kogos nowego, to jego orientacja seksualna interesuje mnie mniej wiecej tyle, co znak zodiaku lub kolor majtek. Czyli wcale. Podobnie nie interesuuje mnie, co moi heteroseksualni znajomi robia w lozku: moga lubic przebieranki, smakowe prezerwatywy albo swingowanie. Ich sprawa.