Salon Piszących w Szkocji

sobota, 28 marca 2009

Między wierszami

Pamiętacie, jak 20 lat temu będzie, pani Monika Adamczyk dokonała nowego przekładu Kubusia Puchatka, który miał być zgodniejszy z oryginałem? I żeby było w zgodzie z oryginałem przechrzciła Kubusia na Fredzię Phi-Phi? No bo w oryginale Kubuś ma na imię Winnie. Pani Adamczyk sądziła, że jest to skrót od Winnifred, imienia żeńskiego. Że się myliła, można się dowiedzieć z Wikipedii. Zresztą, nawet gdyby Kubuś miał naprawdę na imię Winnifred, to całe pokolenia polskich dzieci znają i kochają go jako Kubusia. Moim skromnym zdaniem Irena Tuwim miała świetne wyczucie wymyślając misiowi nowe, polskie imię.

Całe pokolenia wiernych polskich czytelniczek Ani z Zielonego Wzgórza i dalszych tomów żyje pewnie w błogiej niewiedzy. Dzięki Projektowi Gutenberg (oraz Wikipedii) przeżyłam ostatnio prawdziwy szok, kiedy odkryłam, jak naprawdę mieli na imię bohaterowie serii, którzy w polskim tłumaczeniu dostali polskie imiona.

O, na przykład pani Małgorzata Linde naprawdę miała na imię Rachel.
Iza Gordon (współlokatorka Ani z Ani na Uniwersytecie) naprawdę ma na imie Phillipa, a jej mąż Jerzy ma na imię Jonah.
Ewa West (przyjaciółka Ani w Wymarzonym Domu Ani) w oryginale ma na imię Leslie. Leslie!
No i wreszcie pierworodny syn Ani James Matthew (Jakub Mateusz) nazywany jest Jemem, a nie Jimem, a jego przyszła żona, córka pastora, Flora Meredith, ma naprawdę na imię Faith.
Krzyś Ford, ukochany Rilli, najmłodszej córki Ani, to Kenneth. Ken znaczy. Jak ten od Barbie.

Wiedzieliście? Ja nie i poczułam się, jakbym mówiła o bohaterach innych książek. Kwestia przyzwyczajenia? A może spolszczenie imion bohaterów sprawiło, że stali się bardziej swojscy, przyjaźni i oswojeni? Nie mam pojęcia. Z ciekawości przeczytam oryginalne wersje, ale wiem jedno - dla mnie ci bohaterowie zawsze będą mieć polskie imiona.

7 komentarzy:

tanya pisze...

Przyznam, że nie czytałam ani jednej, ani drugiej. Kiedy moje koleżanki zaczytywały się w Ani, ja pochłaniałam 'Klimka i Klementynkę'. Do tego kilkakrotnie, raz za razem. I na Anię nie starczyło już czasu?

bomila pisze...

Wiedziałam o Winni i pani Małgorzacie Linde. Co do reszty - nie miałam pojęcia. Ale jakoś tak nie zabardzo mi przeszkadza. W większy szok wprowadziła mnie wiadomość, że w Grecji i Rumunii dzieci nie znają Muminków...
Co do zaproszenia - oboje z mężem chorujemy na Szkocję. Kiedyś pewnie się wybierzemy, tylko musimy się dokładnie dowiedzieć, kiedy najlepiej przyjechać i jak skondensować wyjazd, żeby jak najwięcej zobaczyć. Namioty tam można rozbijać, czy tylko w wyznaczonych miejscach albo o pozwolenie pytać?

Agnieszka pisze...

To chyba jasne, że wiedziałam o wszystkim powyższym... Ale pamiętam sprzed kilku(nastu) lat akcję "poprawiania" tłumaczenia (Zofii Rogoszówny, superprzekład!) "Pierścienia i Róży" Thackeraya. Bodajże "poprawiaczem" był nieżyjący już Maciej Słomczyński. Przyczepił się do imion bohaterów, m. in. uznał, że księcia Lulejkę należy nazwać Julio, bo w oryginale książę nosił imię Giglio... ("The Rose and the Ring or the History of Prince Giglio and Prince Bulbo") Koszmar jakiś!

Kasia pisze...

Tanyu - no nie mow :)

Bomilu: biedne dzieci w Grecji i Rumunii, Muminki stanowia nieodlaczna czesc mojego dziecinstwa! Wyslalam Ci wiadomosc o biwakowaniu w Szkocji i chetnie dodam wiecej, ale to juz w mailu, bo dlugo by gadac :)

Agnieszka: pan Slomczynski stracil duzo czasu na tlumaczeniu Szekspira, ktorego lepiej i tak przetlumaczyl Baranczak :) Tlumaczenie Pierscienia i Rozy Zofii Rogoszowny jest genialne, szczegolnie tlumaczenie zywej paginy. Pamietam, ze kiedys strona po stronie sprawdzalam z oryginalem.

Agnieszka pisze...

No właśnie, przy tłumaczeniu (podobno wspaniałym i nieomalże dosłownym) pana Słomczyńskiego objętość tekstu się zmniejszyła i żywa pagina za nic nie dała się dopasować:) Pewnie dlatego to wiekopomne dzieło nie ukazało się (a przynajmniej Bibliografia Narodowa nic na ten temat nie mówi). Wolę pana Słomczyńskiego jako Joe Alexa. Mam nawet niechcący dwa jego kryminały na zbyciu, może chcesz?

Agnieszka pisze...

BTW Żywą paginę w "Pierścieniu i róży" przetłumaczył, o ile pamiętam, Włodzimierz Lewik. Co nie zmienia faktu, że są tłumacze genialni oraz tłumacze-wyrobnicy, są przekłady wiekopomne i takie, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Kasia pisze...

Im dluzej mieszkam Wyspach, tym lepiej wiem, ze "tlumaczenie doslowne" to sobie mozna ewentualnie... Cala sztuka, zeby przetlumaczyc na nasze, a Baranczak to jeszcze Szekspira przelozyl na wspolczesnie. Przekladanie "na nasze" jest szczegolnie wazne w przypadku ksiazek dla dzieci, co chyba bez pudla zrozumial Andrzej Polkowski.

Ale kryminaly moge wziac, swoja droga, jak bede w Polsce w maju.