piątek, 25 grudnia 2009

Winter wonderland


sobota, 19 grudnia 2009

The time has come to make a stand



Więcej

czwartek, 17 grudnia 2009

Mikolaj naprawde jest z... Grudziadza

... albo jakiegos innego miasta w Polsce. Komentowalam u Biskupinki i przypomnial mi sie ten komiks - i prosze okazuje sie, ze w sieci wszystko mozna znalezc. Kiedy byla szefowa podrzucila mi go kilka lat temu, niezle sie usmialam. To jest lepsze niz stara Slazaczka, ktora przebrana za Mikolaja przychodzila do mojego Taty, kiedy byl dzieckiem i grubym glosem pytala: Czy sa tu jakiesz grzeczna dzeczy?


poniedziałek, 14 grudnia 2009

O orkiestrze, X Factorze i haarze

Znowu nie wiem, jak to sie stalo, ze juz polowa grudnia, a na moim blogu cisza. Niewatpliwie logo, ktore sie pojawilo po prawej stronie ma z tym cos wspolnego (jak niektorzy sie domyslili), ale nie przesadzajmy, ze tak sie znow przepracowuje na rzecz orkiestry. Glownie poprawiam i dopieszczam teksty na stronie internetowej, wyskrobalam press release'a i jakies tam materialy dla sponsorow - ale ze to wszystko sie robi na kompie, to na bloga juz mi nie starczylo czasu. Ani zapalu. Ani energii. Ani pomyslow.

W zeszlym tygodniu mielismy w pracy impreze, ktora wisiala nade mna od jakiegos czasu i wszystko, co moglo pojsc nie tak, poszlo nie tak. Nie wiem, jakim cudem najwazniejsze osoby tego nie zauwazyly i generalnie impreza uchodzi za udana. Dla mnie byla absolutna katastrofa, w zwiazku z czym nie zycze sobie wiecej szesciu kucharek to pomocy w przygotowaniach. Bo jak przyjdzie co do czego, to nawet nie wiadomo, kto dal ciala. Howgh.

W sobote zrobilam (poniekad) swiateczne porzadki i ubralam choinke (ach i och), a wieczorem przyszly dziewczyny i spedzilysmy milo wieczor ogladajac X Factora. Buhaj znowu wrocil z pracy o barbarzynskiej porze i od drzwi zostal poinformowany, ze Crazy Stacey nie wystapi w finale. W niedziele zostal zmuszony do obejrzenia finalu (to znaczy siedzial przy kompie i grzebal w fakturach, a katem oka podgladal). W zasadzie bylo mi obojetne, kto wygra, bo nie traktuje tego programu z jakas ogromna powaga i nie ogladam go dla doznan artystycznych, a raczej jako trzymajacy w napieciu reality show. Wygral Toothy Joe, ktorego podejrzewalam o to, ze wygra juz z miesiac temu. Z gory przepraszam ewentualnych fanow, ale dla mnie Joe jest nudny jak flaki z olejem i nie mam najmniejszego zamiaru sciagac z iTunes jego smetnego singla, ani tym bardziej kiedykolwiek kupowac plyty.

Ale zanim Joe wyspiewal sobie zwyciestwo wybralismy sie na przejazdzke do Fife. Przejazdzke w celach rekreacyjnych (takie cwiczenie: zalozyc buty, zejsc do samochodu, jezdzic przez poltorej godziny, wrocic, zdjac buty), nie w celach widokowych, bo zaczelo sie sciemniac okolo 3.30, co i tak nie mialo wiekszego znaczenia bo nad rzeka zalegal Haar.

O tak to mniej wiecej wygladalo na moscie drogowym na rzece Forth:


A mowilam juz, ze lubie Haar? Lubie bardzo. Tak bardzo, ze kiedys napisze jakis horror sci-fi, w ktorym haar bedzie odgrywal kluczowa role. Lub nawet bedzie glownym bohaterem.

Howgh.

wtorek, 1 grudnia 2009

Update dla zarlokow

Zainteresowanym pragne doniesc, ze upichcilam wczoraj szkockie przysmaki i obydwa szczerze polecam, acz zdecydowanie nie osobom, ktore sa na diecie.


Cullen Skink

Cranachan

Przepisy sa tu. Smacznego!