Salon Piszących w Szkocji

czwartek, 21 sierpnia 2008

Sportowy duch

Kurcze blade, znowu nie mam na nic czasu. W pracy usiluje podgladac olimpiade, czasem uchwyce Polakow na zywo, na stronie BBC (ktora pokazuje naraz kilka konkurencji), a poza tym czytam relacje Z Czuba.
Troche dopinguje, troche trzymam kciuki. Smutno mi, jak im sie nie uda.

Irytuja mnie analizy porazek, obrzucanie sie blotem i szukanie winnych. Denerwuje mnie tez nabijanie sie z zawodnikow, kiedy sie probuja tlumaczyc. Tez bym sie glupio tlumaczyla, gdyby mnie dopadl tlum dziennikarzy i kibicow domagajacych sie wyjasnienia, dlaczego mi zle poszlo. Dobrze, ze normalny czlowiek sie nie musi na kazdym kroku tlumaczyc, dlaczego cos schrzanil. Zalozmy, ze ide na rozmowe kwalifikacyjna w sprawie pracy. Wazna sprawa. Denerwuje sie jak diabli. Przygotowywalam sie kilka tygodni. Od tego zalezy moja przyszlosc. Rozmowa jest stresujaca, ludzie niemili, zawalam cala sprawe. Wychodze i tlum dziennikarzy pyta: dlaczego? Spadowa, co to kogo obchodzi.

Juz nie mowiac o wkladaniu ludziom w usta rzeczy, ktorych nie powiedzieli. Lucjan Blaszczyk powiedzial, ze jesli pokona Chinczyka, to droga do medalu bedzie stala otworem. Tytul artykulu: Blaszczyk zapowiada medal. Moze jestem glupia, ale moim zdaniem Blaszczyk zadnego medalu nie zapowiedzial. Ktos tu nie wie, jaka implikacje maja zdania warunkowe. Moze logiki sie nigdy nie uczyl. Ani polskiej gramatyki swoja droga.

Zreszta wyslannicy BBC do Pekinu wcale nie sa lepsi. Mimo, ze Brytyjczykom na olimpiadzie idzie fantastycznie (sa na trzecim miejscu w klasyfikacji medalowej), to reporter potrafi zastrzelic biegaczke pytaniem: nie awansowalas do finalu, choc na ciebie liczylismy. Co masz do powiedzenia swoim kibicom? Biegaczka: Sorry? (no bo co ma, kurde, powiedziec?) Albo: mikst badmintonistow wlasnie przegral mecz. Reporter do zawodniczki: czy po tym niespodziewanie przegranym meczu dalej potrzymujesz swoja decyzje o sportowej emeryturze? Zawodniczka placze w recznik.

Na Boga! Az mnie sie lza zakrecila w oku. Chyba tylko ja jestem taka naiwna, ale uwazam, ze jak sie komus nie powiodlo, to mu sie naleza slowa otuchy, a nie oskarzenia, bluzgi i wyzwiska. Przeciez dla tych ludzi indywidualnie porazka to znacznie wieksza tragedia niz dla kibicow.
Glupia propaganda sukcesu. Zreszta sukces tez jest pojeciem wzglednym. Kwalifikacja olimpijska to sukces. Wygranie pierwszego meczu to sukces. Pokonanie samego siebie w ciezkim dniu i ukonczenie wyscigu to sukces. A nie tylko zloty medal.

Bardzo chetnie wydrapalabym ze wszystkich slownikow zwiazek frazeologiczny: nadzieja medalowa. Brzmi beznadziejnie. I dziala na zawodnikow odwrotnie. Za nic nie chcialabym na swoich barkach dzwigac nadziei calego narodu na to, ze zdobede medal. Jakos to zreszta latwiej przychodzi tym, co zadnej nadziej nie dzwigaja, tylko sprawiaja niespodzianke.

Na koniec jeszcze: jakis idiota napisal na blogu Kuby Jelonka (46 miejsce w chodzie na 20 km), ze skoro sie nie spisal, to nie zasluguje na wycieczke na Wielki Mur. Ja tam sie ciesze, ze moj kraj reprezentuje chlopak ciekawy swiata. Byla okazja, niech korzysta, a nie siedzi w wiosce olimpijskiej na czterech literach. Olimpiada to tez przygoda. Pozwolmy naszym reprezentantom nacieszyc sie swoja przygoda. Sa w koncu olimpijczykami, nie pojechali do Pekinu za piekne oczy, zasluzyli na nia.
Howgh!

2 komentarze:

Przemek na Antypodach pisze...

Obawiam się, że ci dziennikarze tylko odpowiadają na zapotrzebowanie społeczne. Tłumek z przyjemnością ogląda zawodniczkę płaczącą w ręcznik, a pecunia non olet.
Niestety żeby być dobrym dziennikarzem to trzeba mieć twardy kręgosłup (moralny).

tanya pisze...

Przekręcanie słów, nie tylko sportowców zresztą, jest chyba już plagą. Przykład, który podałaś może być jedynie sposobem na szukanie taniej sensacyjki, ale kiedy dziennikarka kanału informacyjnego przekręca liczbę ofiar wypadku, choć człowiek, z którym rozmawia dwukrotnie powtarza jej informacje na ten temat, myślę o niej mało ładnie.
Co do sportowców zaś. Sukcesem jest, kiedy nie zawiedzie się samego siebie. 'Kibice' czasem mruczą niezadowoleni nawet, gdy złoto na szyi dynda, bo styl nie taki. Denerwuje mnie jednak również, gdy sportowiec całą winę za niespełnienie swoich przecież też ambicji zrzuca na innych. Ale to mnie denerwuje nie tylko w przypadku sportowców - zawód nie gra tu roli.