Salon Piszących w Szkocji

piątek, 3 września 2010

Jeszcze wiecej urywkow

Nie wiem, czy powinnam niepokoic sie faktem, ze ostatnio mam wiecej do napisania po angielsku, niz po polsku. Po angielsku popelnilam nawet post goscinny, ktory ukaze sie w przyszlym tygodniu. Po polsku glownie wyciskam z siebie fikcje, w ktora czasami wtracam tez jakies anglicyzmy. A ogolnie jestem zagubiona gdzies pomiedzy slowami i zwiazkami frazeologicznymi polskimi i angielskimi. Na pytanie: po jakiemu myslisz? odpowiadam: po zadnemu i po kazdemu, bo zdecydowanie moje mysli nie ograniczaja sie juz tylko do jednego obszaru kulturowego.

Ide jutro na babyshower i wzielam na siebie obowiazek kupna prezentu. Po mailowych, smsowych i telefonicznych deliberacjach kupilam mate edukacyjna (fe - okropna nazwa, po angielsku nieco lepiej: baby playing mat), na ktora sie skladamy oraz pare drobiazgow z GAPa juz tylko ode mnie. Zdalam sobie sprawe, ze wariuje w GAPie przy stoisku z dzieciecymi ubrankami wcale nie dlatego, ze mi sie odzywa insynkt macierzynski - to jest zwyczajna regresja do dziecinstwa i zabawy lalkami. Chyba za szybko przeszlam z etapu plastikowych niemowlakow to etapu plastikowych seksbomb, po drodze zaliczajac klocki Lego. Buhaj zrobil rachunek sumienia i przyznal, ze godziny spedzone na ogladaniu narzedzi w Internecie, to tez czasami objaw regresji. Tylko, ze on sie moze wytlumaczyc, ze mu narzedzia w pracy potrzebne, a nade mna zaraz glowami kiwaja i gadaja o tykajacym zegarze biologicznym.

Przeczytalam Dentro i umarlam ze smiechu. Teraz czytam zalegle opowiadania Archera i jestem na dobrej drodze, do przeczytania 52 ksiazek rocznie. To znaczy bylabym, gdby nie fakt, ze Google zgwalcilo mi mozg, o czym bardzo trafnie napisal Marek Scibior. Nie wszyscy sie zgadzaja, ale prawda jest taka, ze jak sobie czytam, a w poblizu mam Lorenza (a mam, bo sobie na przyklad muzyki slucham), to nie moge sie powstrzymac od sprawdzania tego i owego. Wcale niekoniecznie czegos, czego w czytanej ksiazce nie wiem, ale na przyklad czegos, co mi sie skojarzylo. Gdybym jednak przeczytala wiecej niz 52 ksiazki w tym roku, to tym wieksza szansa, ze zapomnialabym, o czym byly i moglabym je za pare lat przeczytac od nowa. O czym znowu pisze Marek i co jest w gruncie rzeczy bardzo pocieszajace. Moja skleroza literacka przekracza wszelkie granice i wyjatkowo glupio sie czuje, kiedy polecam komus ksiazke, bo pamietam, ze byla przednia, ale nie pamietam, o czym byla. Gdybym miala wiecej wolnego czasu (i Google nie zgwalciloby mojego mozgu) to po prostu czytalabym w kolko te same ksiazki.

Jesli ktos z czytelnikow interesuje sie postepami Salonu Piszacych w Szkocji, to moze sledzic nas na Blipie lub Twitterze, lubic na Facebooku (dla ulatwienia jest tez ramka u dolu prawej kolumny tego bloga) lub po prostu zagladac tu. Jestesmy wlasnie w trakcie kolejnego kreatywnego zadania i kto sie zarejestruje na stronce bedzie mogl glosowac na ulubiony post. Zapraszamy!

3 komentarze:

goraca pisze...

Na "Dentro" tez ostrze sobie zeby.

Natomiast jesli chodzi o skleroze literacka to jestem egzemplarzem wrecz wzorcowym - nie lubie tego zwlaszcza wtedy, gdy widze, ze ludzie podejrzewaja, ze sciemniam, ze przeczytalam jakas ksiazke (no bo gdybym ja naprawde przeczytala, to pamietalabym o czym byla, nespa?).

Winie za to anglistyke, gdzie trzeba bylo czytac czasem po 3 cegly tygodniowo, i gdzie opanowalam do mistrzostwa czytanie szybkie i powierzchowne.

Przez takie szybkie 'zaliczanie' ksiazek zdarzylo mi sie w polowie ksiazki uswiadomic sobie, ze juz to chyba czytalam... albo zamiast skupiac sie na tresci zastanawiac sie czy tak czy nie (moze to taki odpowiednik Joeya czy Barneya z HIMYM, ktorzy 'w trakcie' uswiadamiali sobie, ze juz z ta panna spali? ;))

Kasia pisze...

A ja zauwazylam, ze ludzie, ktorzy pamietaja ksiazki a) malo czytaja, lub b) czytaja duzo krytyki literackiej, co im pozwala sobie na biezaco odswiezac. Krytyki literackiej nie lubie, bo zwykle mi uswiadamia, ze czegos nie czytalam lub nie pamietam ze czytalam (bledne kolo) i czuje sie literacko w polu.

Annette pisze...

52 książki rocznie? Ambitnie. Ja się cieszę, jak 12 w ciągu roku przeczytam. A tak poważnie, to nie liczę, tylko czytam.